Zaczynam pisać nową serię :) Tamtą dokończę (kiedyś) jak będę miała wenę (może). Ta ni ejest związana ani z Azją ani kpop'em. Miłego czytania.
.Leżałam na zimnej podłodze w małym pokoju który cały był biały. Bolała mnie głowa a z dolnej wargi leciała struszka krwi. byłam cała posiniaczona i brudna. Moja dawniej biała koszula zrobiła się ciemno szara oraz dziurawa. Wokół kostek u nóg oraz rąk były obraczki pod napięciem. miałam wtedy około siedmiu lat, bardzo długie blond włosy które były niemalże białe oraz duże lazurowe oczy które miały delikatne fioletowe centki. Po mimo młodego wieku byłam dość wysoka, oraz nie miłosiernie chuda. Można było zobaczyć prawie każdą kość która przebijały się przez moją cienką, bladą oraz bardzo delikatną skórę. leżałam tak przez jakieś 35 minut szlochajac tak mocno że niemalże dławiąc się powietrzem.
-Alicjo.-powiedział ktoś z za drzwi . Był to mężczyzna i pomimo tego że nie podniósł on głosu ze strachu zaczęłam płakać jeszcze bardziej.
-Alicjo!-powiedział juz lekko zirytowany.-Pora na twoje badania, pamiętasz?
Pamiętam. Zawsze o nich pamiętałam. Była to najgorsza rzecz w moim życiu, jak mogłabym o tym zapomnieć?
-Mam nadzieję- kontynuował -że dzisiaj również poradzisz sobie tak samo dobrze, co zwykle. -dokończył wyraźnie zadowolony.
"Co zwykle" czyli inaczej mówiąc: Zapierniczasz w podskokach do labolatorium, tam powstrzykujemy ci kilka bardzo szkodliwych substancji chemicznych które ale cię w jakiś sposób zmutuja albo cię zabiją. Oczywiście nie będzie to robione w delikatny sposób..Lecz w taki abyś aż wiła się z bólu. Poznęcamy się troszkę nad tobą i pozostawiamy ci kilka blizn tak żebyś potem nie mogła się ruszyć. A potem będziesz zdychala z głodu oraz pragnienia. Bo co to za zabawa bez wyrządzenia ci krzywdy?" Tak. To dokładnie oznaczały tamte słowa. Ale nie miałam wyboru. Musiałam pójść z tym człowiekiem. Inaczej moja kara nie skończyła by się tylko na małych blizenkach. znajdowałam się w tym nie normalnym miejscu od ponad 5 lat. Na początku miałam normalną rodzinę jak każdy 2 latek. Lecz pewnego dnia to się zmieniło. Nie pamiętała dokładnie co się wtedy stało. Pamiętałam tylko krew , krzyki i ciemność. Tak wyglądały moje wspomnienia. Nie wiedziałam nawet jak się nazywałam. A że kolorem włosów przypominałam Alicję z książki "Alicja w krainie czarów" takie imię zostało mi nadane. Miejsce w którym się znajdowałam był stary opuszczony szpital który był gdzieś na obrzeżach Londynu. Moje życie to był istny koszmar. Kiedy w końcu przestałam płakać , wstałam grzecznie z podłogi i ruszyłam za mężczyzną. Był wysoki oraz bardzo umięśniony, miał krótkie włosy o kolorze kasztanowym oraz ciemne zielone oczy które wydawały się być w kolorze trawy. Ubrany był w kombinezon który zakrywal prawie całe jego ciało. Oczywiście był uzbrojony po zęby. W razie jakby przyszło mi do głowy spzeciwienie się, ucieczka lub inny głupi pomysł. Mężczyzna wepchal mnie do małego laboratorium z którego zapach krwi oraz chemikaliów można było wyczuć z bardzo daleka. "Witajcie tortury" pomyślała i weszłamdo środka. Było tam pełno strażników oraz pełno ludzi w białych kitlach uchalapanych gdzieniegdzie krwią. miałam ochotę zwymiotować. Męszczyzna wziął mnie na ręce i podniósł do góry tak aby można mnie było posadzić na dużym metalowym stole do którego byłam przywiazywana grubymi , skórzanym pasami. Kiedy tam sobie leżałam przychodził któryś z tych wariatów i zaczynał zabawę. Tym razem wypadło na panią Melanie Clark. Ona była najnormalniejsza z tych wszystkich psycholi.
-Witaj, Alicjo.-powiedziała z uśmiechem. Nie odwzajemniłam uśmiechu ale również się przywitałam.
-Dzień dobry. A raczej nie dobry. -powiedziałam z przekąsem.- Co za świństwo poda mi pani tym razem?
-Alicjo....Dobrze wiesz że to wszystko dla dobra nauki.
-Tak.Jasne. Tak na prawdę jesteście bandą psycholi którzy próbują zrobić ze mnie maszynę do zabijania poprzez jakieś chemikalia które w magiczny sposób tworzą u mnie jakieś pokręcone moce.
- Nie chce mi się z tobą kłócić Alicjo. Nazywaj to jak chcesz.
- Jesteście nienormalni i tyle. -odpowiedziałam rzucając nienawistne spojrzenie kobiecie.
- No dobrze... jakie umiejętności udało ci się rozwinąć do tej pory?
-Panowanie nad żywiołami.
-Którymi ?
- Wszystkimi. Takie kombo.
-Dalej.
-Umiem bardzo wiele rzeczy. Nie chcę mi się ich wszystkich wymieniać.
-Masz pecha.
-Latanie, telekineza, bardzo wysoka sprawność fizyczna, super siła, panowanie nad krwią, umiem wytworzyć to śmieszne czerwone kółka które wszystko niszczą i jeszcze inne takie pierdoły. Innymi słowy umiem wszystko.
-Więc dlaczego nadal nie uciekłaś?- powiedziała do mnie kobieta uśmiechając się szyderczo. Było to splunięcie prosto w moja wychudzoną twarz.
-Zamknij się. -odpowiedziałam jej wyraźnie wkurzona. Wiedziała dlaczego nie uciekałam. Bo jestem słaba. Po prostu moje moce nie były nawet dobrze rozwinięte i nie umiałam nad nimi zapanować. Po prostu byłam nieudacznikiem.
-Nie martw się Alicjo. Za niedługo nie będziesz już nic czuła. Nic nie będzie Cię boleć . -odpowiedziała podnosząc rękaw od mojej koszuli. Po wewnętrznej stronie lewego przedramienia miałam więcej kropek po ukłuciach niż narkoman który daję sobie w żyłę od kilkunastu lat. Z drugiej strony to samo, lecz ostatecznie strzykawka została wsadzona w prawe przedramię. poczułam jak zalewa mnie fala gorąca a potem jedyne co czułam to ból. Ból, ból, ból i jeszcze raz ból. Darłam się w niebo głosy błagajac w myślach Boga aby mnie ocalił. Co z tego że nawet w niego nie wierzyłam. Zawsze myślałam o tym w ten sposób: Gdyby Bóg istniał , to już dawno by mnieuratował od tych tortur. moja krew zamieniła się w gorąca lawę. Bola mnie każda kończyna. Kazdy mięsień, bez wyjątku. I nagle... coś we mnie pękło. Moje oczy zmieniły zabarwienie z niebieskiego na krwistą czerwień. Blond włosy, stały się śnieżno białe. Z ciała wydobyła się potężna fala mocy. Moje dłonie i stopy zapłonely żywym ogniem. Wydobywał się ze mnie czarny jak smoła dym, który spalał na proch wszytko co weszło z nim w kontakt. W okolicach mostka pojawił się wzór który wygladał jak odwrócony księżyc. MOJE zęby przypominały zęby wampira . Pasy które mnie trzymały doszczętnie spłonęły. rzuciłam się na swoją oprawczynie z zamiarem ogryzienia jej ręki w której miała strzykawkę. Chybiłam. Z hukiem Wylądowałam na podłodze. Ponownie rzuciłam się na kobietę. Tym razem nie chybiłam Dokładnie wycelowałam i przyłożyłam jej płonąca pioąstką w szczenke. Kobieta zajęczała z bólu. Lecz dla mnie to nie był jeszcze koniec. W mojej głowie tliła się jedna myśl. Zabić. Zabić ich wszystkich. Podeszłam do leżącej kobiety i zaczęłam ja okladać. Obok niej była półka na której leżały skalpele oraz strzykawki. chwyciłam za skalpel i wbiłam go kobiecie prosto w serce. Włączył się alarm, który przywołał uzbrojonych po zęby strażników. Otworzyli ogień. Lecz żadna z kul nie trafiała we mnie Błąd. One przelatywały przez moje ciało. Nie powodowały u mnie żadnych choćby najmniejszych obrażeń. Rzuciłam się na grupkę mężczyzn łamiąc im ręce oraz nogi. moje uderzenia zawsze były trafne. Lecz nie byłam jedyną która celnie trafiała. Jeden ze strażników przyłożył mi prawym prostym prosto w szczenkę . ponownie upadłam na zimną posadzkę. Ten sam mężczyzna podbiegł do mnie fundując mi kopniaka prosto w brzuch. Poleciałam jakieś 1,5 metra w przód plując przy tym krwią. Kiedy mężczyzna ponownie do mnie podszedł podcięłam mu nogi. Upadł. szybko wstałam i również oddała mu kopniaka tyle że prosto w twarz, łamiąc mu przy okazji nos. Wyjęłam z za jego pasa pistolet i strzeliłam mu w głowę. Na posadzę rozbryzła się ciepła krew. Rozprawiałam się z wrogami jeden po drugim. Doznawałam przy tym mocnych ran ale starała się uciekać jak najdalej.Adrenalina opadała. Czułam coraz większe zmęczenie. Rany cięte na moim brzuchu zaczynały coraz mocniej krwawic. Ciemny dym zaczął przygasać co jak sądziłam oznaczało koniec mocy. Starałam się uciekać jak najszybciej umiałam. Moje nogi powoli odmawiały posłuszeństwa, ale kiedy się porządnie spięłam działały dalej. Pobiegłam do windy. Wsiadła do niej i odruchowo wcisnęłam byle który guzik. Winda zawiozła mnie na najwyższe piętro budynku. Kiedy weszłam na dach za mną podbiegło tylu strażników i reszty naukowców ile zdołało. Jeden z ludzi w kitlach podniósł dłoń na znak aby reszta jego towarzyszy opuściła broń. musiałam działać szybko. Moje myśli były poplątane. Nie potrafiłam się skupić. Wiedziałam że nie mam szansy walczyć ze wszystkimi. Moje oczy nadal miały kolor czerwony lecz ciemny dym znikł całkowicie. Tak samo jak płomienie które jeszcze kilka sekund temu zdobiły moje dłonie i stopy.Jednym z niewielu plusów było to że spalił obręcze które były źródłem mojej bezsilności. "Myśl! Co w tej sytuacji możesz zrobić?!" Rozpaczliwie zastanawiałam nad odpowiedzią. " Podbiec do drzwi? Nie.Zbyt ryzykowne, złapią mnie. Dalej.co jeszcze możesz zrobić. ?." Az nagle wpadłam na genialny pomysł.Stałam na dachu. Jeżeli podeszłabym powoli do krawędzi mogłabym skoczyć i bezpiecznie wylądować. Przecież potrafiłam latać. Ok, może nie do końca to umiałam ale musiała zaryzykować.
-Alicjo-powiedział do mnie mężczyzna aby zwrócić uwagę na sobie- nie wygłupiaj się i chodź tutaj. Przecież wiesz że nie chcemy zrobić ci krzywdy.- "TAK JASNE.WMAWIAJ SOBIE DALEJ" pomyślałam przelotnie przesuwając swoje stopy ku krawędzi dachu.
-Błagam cię Alicjo. Nie rób niczego głupiego i wróć do nas. Hm? Będziemy cie lepiej traktować. Nawet będziemy cię karmić częściej. -"Cóż za dobroczyńca." Pomyślałam z ironią, nie zatrzymując się. Nie słuchając więcej paplaniny mężczyzny skupiłam swoją uwagę na tym aby polecieć. Budynek na którym stałam miał ponad 20 pięter, wiec miałam czas na to aby podczas spadania aktywować te zdolność. Doszłam do krawędzi i tylko zerknęłam ile mam miejsca do końca krawędzi. Wystarczyły dwa kroki abym spadła i się zabiła. Wzięłam głęboki oddech i spojrzała na mężczyznę który nadal coś do niej mówił. Spojrzała na niego dając mu znak aby zamilkł. -Dzięki za propozycje.-odeszłam jeden krok-Ale raczej nie skorzystam!- krzyknęłam i szybko skoczyłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz