Droga do Hogwartu minęłą Alice w bardzo miłym towarzystwie. Mianowicie z Harrym, Hermioną i Ronem. Trójka przyjaciół z domu Lwa. Oczywiście nie obeszło sie bez drobnych komplikacji czyli pokłóceniem się z Draconem Malfoyem w pociągu. Doszło nawet do gróźb jego tatą. Zrobiło sie poważnie.(X'D) Alice na Ceremonii Przydziału została wybrana do Gryffindoru (a to dlatego że błagała tiarę własnie o ten dom) co niezmiernie ją ucieszyło.
Alice przez cały czas przyjaciele wywiercają w niej dziurę swoim natarczywym wzrokiem.W końcu nie wytrzymała.
-Przestaniecie się na mnie tak gapić ?-zapytała spokojnie jedząc pałkę kurczaka. Wszyscy zażenowani spuścili wzrok.
-Przepraszam ale coś nie daje mi spokoju.-odezwał się Harry.
-Co takiego?-zapytała wycierając usta z resztek kury.
-Dlaczego Harid mówi do Ciebie Krystal ? I dlaczego traktował cie jak kogoś bardzo dla niego ważnego ?-dopytał szeptem Ron wyraźnie ciekawy sytuacji która wcześniej zaszła.
-Mówiłam że opowiem wam później. Zjedliście ?
-No.. tak..
-W takim razie wyjdźmy.
-Ale profesor Dumbledor nie powiedział jeszcze słów zakończenia. Jak to zrobi to będziemy musieli iść do dormitorium.
-Więc wyjaśnię wam jutro,ok? Nawet jak bym chciała to bym wam dzisiaj nie powiedziała. Padam z nóg. Nie mam siły nawet żeby myśleć. Wiecie.. zmiana szkoły,kłótnia z jakimś lalusiem, spotkanie was wszystkich, przydział i to wszystko;jest dla mnie nowe. To za dużo jak na jeden dzień. Nie sądzicie ?-zapytała pełna nadziei. Wszyscy kiwnęli głowami że się zgadzają. Kiedy dyrektor skończył przemowę wszyscy wyszli z wielkiej sali. Do salonu gryfonów trzeba było wejść przez przejście za obrazem tak zwanej Grubej Damy.
-Witaj.Nie widziałam cię tu wcześniej. jesteś nowa ?
-Tak proszę pani. Dzień dobry.-odpowiedział Alice uśmiechając się tak szeroko że dało się policzyć prawie wszystkie perłowo białe zęby.
-Wchodźcie.-powiedziała dumnie lecz odwzajemniła gest. Kiedy weszli do salonu Alice nie mogła ukryć zdumienia.Salon był ciepły i przytulny. Wszyscy się tam zebrali i zaczęli ze sobą rozmawiać. Alice czuła się trochę obco i nieswojo. Zauważył to Ron który stanął na stołu i odchsząknął aby zwrócić na siebie uwagę Gryfonów.
-Słuchajcie ludziska. Mam coś do ogłoszenia. A więc jak wsponiał juz nasz kochany dyrektor.-na sali rozległo się kilka cichych hihotów które zaraz ustały.-Mamy nową koleżankę.No wstań,pokarz się.-powiedział do niej podając dłoń aby wstała i weszła na stołek na którym wczesniej stał.
-Eh.. no więc mam na imię Alice. Wcześniej przez kilka lat mieszkałam za granicą więc mam nadzieję że mi pomożecie zaklimatyzować się.
-Gdzie wcześniej mieszkałaś ?-zapytał chłopak o piskowych włosach i granatowych oczach.-Jestem Seamus Finnigan, miło poznać.-dodał szybko.
-Mnie też miło poznać. Kiedy byłam mała przeprowadziłąm się z mamą do Korei Południowej.I tam tak jak wy wieku 11 lat poszłam do szkoły Magii i Czarodziejstwa.
-Neville Longbottom.A co to była za szkoła ?
-Rinmaru. -po sali rozległy się szepty. Wszyscy wiedzieli że ot szkoła dla zdolnych uczniów.I słychac było podniecenie niektórych uczniów kiedy komentowali tę szkołę.
-Ale teraz jestem tutaj. Nie będę owijać w bawęłnę i oszczędzę wam pytań, Wyrzucili mnie z tamtąd. Wrobiono mnie w coś i tyle. Mam nadzieję że nie będziecie o tym nikomu rozpowiadać. Zwłaszcza tym zielonym.-hihot.- I przedewszystkim temu kolesiowi w ulizanych blond włoskach który grozi wszystkim że sie poskarży rodzicom. -już nie hihot tylko szczery,głośny śmiech.-mam nadizję że te 3 lata miną nam wszystkim przyjemnie we wspólnym towarzystwie. Proszę dogadujmy się. Dziękuję.-delikatny ukłon na koniec aby oddać kolegą szacunek.(stare nawyki z poprzedniej szkoły)Wszyscy porozmawiali ze sobą jeszcze chwilę i każdy poszedł w stronę swoich sypialni. Ale chciała jeszcze chwilę porozmawiac ale zapomniałą o tym tylko jak położyła się w pirzamie na łóżku.Zasneła momentalnie. Miała bardzo nieprzyjemny sen bo obudziła się w środku nocy cała zalana potem.Niestety następnego ranka nie pamiętała ów snu.
niedziela, 30 sierpnia 2015
czwartek, 27 sierpnia 2015
"Draco, Hogwart, nienawiść czy miłość ?" cz.2
Przygotowania na nowy rok szkolny w Hogwarcie szły pełną parą. Alice nie była jakoś szczególnie zadowolona z faktu iż mieszka znowu w Londynie. Była przyzwyczajona do życia w Korei, a tak diametralna zmiana była ciężka. Ciężko było przystosować się do warunków pogodowych w Anglii, było tam o wiele zimniej niż w Seulu. Lecz mimo to dom w nowym miejscu był o wiele fajniejszy niż ten w Seulu. Po mimo tego,że był większy był dość przytulnym miejscem. Pokój Alice znajdował się na piętrze. Znajdowała sie tam jeszcze łazienka, sypialnia jej mamy i garderoba. Na parterze za to była kuchnia,druga łazienka,jadalnia,pokój stołowy oraz schowek. Do wyjazdu została kilka dni które Alice zleciały niesamowicie szybko.
-Mamo. Kupisz mi nową miotłę ?
-Przecież stara jest jeszcze dobra.-zaśmiała się cicho składając pranie.
-Właśnie że nie jest. Jest okropnie zjechana,i na dodatek wolna.
-No dobrze. To jaką miotłę byś chciała ?
-No nie wiem... może Nimbusa 2001 ?
-Żartujesz ? Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego ile kosztuję ta miotła?
-No wiem...-powiedziała dziewczyna opadając na kanapę.-No to może chociaż 2000?
-2000? Brzmi o wiele lepiej.
-Czyli się zgadzasz ?
-Tak.
-Albo nie! Wiesz co ? Uzbieram sobie na coś lepszego niż 2001-pwoeidziała deliktanie się uśmiechając.
-A co niby ?
-Za nie długo ma być w sprzedaży Błskawica. Wtedy ją sobie kupie.
-Niech ci będzie. Potrzebujesz czegoś jeszcze ?
-Nie wiem. Nie dostałam jeszcze spisu książek.
-O na prawdę ? A nie leży na stole ?
-Nie wiem. Pójdę sprawdzić.-dziewczyna podniosła się z kanapy i ruszała do kuchni.-Jest tu!-krzyknęła otwierając list. Powolnym krokiem podeszła z powrotem do swojej mamy.
-Kurczę... za same książki wyjdzie kupa kasy. Jeszcze dodatkowo nowa szaty i różdżka.
-Różdżka ? A co sie stało ze starą ?
-Złamała się.-powiedziała ze smutkiem.-Lubiłam te różdżkę.
-Ah... skończ już marudzić. Zbieraj się.
-Po co? Idziemy gdzieś?
-Na pokątną.
-Co to ?
-Ulica pokątna to ulica z największą ilością sklepów dla czarodziei. Więc rusz tyłek i lecimy.
-Ale jak się tam dostaniemy?-zapytała zdziwiona blondynka ubierając bluzę z napisem No life No fun. Ah te zabawne teksty mugoli.
-Proszek fiu kochanie,
-Jakie bździu ?
-Fiu. Najpierw wejdź do kominka.
-Zwariowałaś.-powiedziała lecz mimo to wykonała polecenie matki.
-Teraz weź do ręki garść proszku. powiedz: na przekątną i wysyp go pod siebie. Jak już tam będziesz to zostań na miejscu ja zaraz do ciebię dołączę.
-Niech będzie.-odpowiedziała biorąc do ręki proszek.-Na przekątną!-powiedziała i znalazła się na bardzo ruchliwej ulicy.Każdy się gdzieś śpieszył. Na ulicy było pełno czarodziejów i czarownic. Tych starszych i tych młodych. Koło niej przebiegała grupka małych chłopców którzy właśnie rozmawiali o tym do którego z domów w Hogwarcie chcieli by należeć. Dwójka z nich stanowczo mówiła że chcieli by być w domu lwa za to pozostałą trójka że bez różnicy byle nie w Slytherinie Alice przez chwile zastanawiało dlaczego każdy okazuje taką niechęć do tej grupy,lecz rozmyślań wyrwała ją mama.
-Halo. Ziemia do Alice.
-Co? co...
-Chodź, idziemy po nową różdżkę.-i tak minęło kilka godzin na wybieraniu wszystkiego co było niezbędne.Nagle uwagę Alice przykuł sklep z miotłami. Na wystawie była nowa Błyskawica. Alice zafascynowana zaczęła przyglądać się miotle.Tyle mogła.
Nadszedł długo oczekiwany 1 września.
-Mamo. Kupisz mi nową miotłę ?
-Przecież stara jest jeszcze dobra.-zaśmiała się cicho składając pranie.
-Właśnie że nie jest. Jest okropnie zjechana,i na dodatek wolna.
-No dobrze. To jaką miotłę byś chciała ?
-No nie wiem... może Nimbusa 2001 ?
-Żartujesz ? Czy ty zdajesz sobie sprawę z tego ile kosztuję ta miotła?
-No wiem...-powiedziała dziewczyna opadając na kanapę.-No to może chociaż 2000?
-2000? Brzmi o wiele lepiej.
-Czyli się zgadzasz ?
-Tak.
-Albo nie! Wiesz co ? Uzbieram sobie na coś lepszego niż 2001-pwoeidziała deliktanie się uśmiechając.
-A co niby ?
-Za nie długo ma być w sprzedaży Błskawica. Wtedy ją sobie kupie.
-Niech ci będzie. Potrzebujesz czegoś jeszcze ?
-Nie wiem. Nie dostałam jeszcze spisu książek.
-O na prawdę ? A nie leży na stole ?
-Nie wiem. Pójdę sprawdzić.-dziewczyna podniosła się z kanapy i ruszała do kuchni.-Jest tu!-krzyknęła otwierając list. Powolnym krokiem podeszła z powrotem do swojej mamy.
-Kurczę... za same książki wyjdzie kupa kasy. Jeszcze dodatkowo nowa szaty i różdżka.
-Różdżka ? A co sie stało ze starą ?
-Złamała się.-powiedziała ze smutkiem.-Lubiłam te różdżkę.
-Ah... skończ już marudzić. Zbieraj się.
-Po co? Idziemy gdzieś?
-Na pokątną.
-Co to ?
-Ulica pokątna to ulica z największą ilością sklepów dla czarodziei. Więc rusz tyłek i lecimy.
-Ale jak się tam dostaniemy?-zapytała zdziwiona blondynka ubierając bluzę z napisem No life No fun. Ah te zabawne teksty mugoli.
-Proszek fiu kochanie,
-Jakie bździu ?
-Fiu. Najpierw wejdź do kominka.
-Zwariowałaś.-powiedziała lecz mimo to wykonała polecenie matki.
-Teraz weź do ręki garść proszku. powiedz: na przekątną i wysyp go pod siebie. Jak już tam będziesz to zostań na miejscu ja zaraz do ciebię dołączę.
-Niech będzie.-odpowiedziała biorąc do ręki proszek.-Na przekątną!-powiedziała i znalazła się na bardzo ruchliwej ulicy.Każdy się gdzieś śpieszył. Na ulicy było pełno czarodziejów i czarownic. Tych starszych i tych młodych. Koło niej przebiegała grupka małych chłopców którzy właśnie rozmawiali o tym do którego z domów w Hogwarcie chcieli by należeć. Dwójka z nich stanowczo mówiła że chcieli by być w domu lwa za to pozostałą trójka że bez różnicy byle nie w Slytherinie Alice przez chwile zastanawiało dlaczego każdy okazuje taką niechęć do tej grupy,lecz rozmyślań wyrwała ją mama.
-Halo. Ziemia do Alice.
-Co? co...
-Chodź, idziemy po nową różdżkę.-i tak minęło kilka godzin na wybieraniu wszystkiego co było niezbędne.Nagle uwagę Alice przykuł sklep z miotłami. Na wystawie była nowa Błyskawica. Alice zafascynowana zaczęła przyglądać się miotle.Tyle mogła.
Nadszedł długo oczekiwany 1 września.
środa, 26 sierpnia 2015
"Draco, Hogwart, nienawiść czy miłość ?"
*Historia dzije się mniej więcej wtedy kiedy Harry Potter, więc jest to mniej więcej w tym samym czasie tylko u kogoś innego. Postać jest moja własna. Tak samo jak nazwa szkoły na początku.*
Wrzesień zbliżał się wielkimi krokami, a co za tym szło; nowy rok szkolny. Kolejny nudny rok szkolny w przeraźliwie nudnej szkole dla wybitnie mądrych dzieciaków. Alice właśnie leżała na swoim dużym łóżku z szarą pościelą oraz kolorowymi poduszkami. Alice miała 11 lat i właśnie miała zaczynać kolejny rok w gimnazjum. Dziewczyna mieszkała tylko z mamą w małym domu na obrzeżach Seulu. Właściwie Alice nie miała przyjaciół w szkole. Nie dlatego że nikt jej nie lubił, ale dlatego że to ona nie lubiła ich. Alice tak jak jej mama pochodziły z Londynu ale kiedy Alice miała 6 lat przeniosły się do Busan w Korei Południowej. Głównym powodem była praca jej mamy.Alice nie była do niej podobna prawie wcale. Miała krótkie jasne blond włosy z pół-okrągłą grzywką która delikatnie odsłaniała jej dość ciemne brwi; była dość wysoka lecz miała kilka zbędnych kilogramów a to przez nie zdrowe jedzenie, jej oczy były koloru wody oceanu. Lecz nie był to kolor jasnego morza a raczej największej głębiny która się w nim znajdowała. Oczy Alice miały tak ciemny odcień granatu że prawie wpadały w czerń. Miała dość okrągłą buzię, delikatne drobne lecz pełne malinowe usta oraz prosty mały nos na którym było widać kilka delikatnych piegów które przechodziły aż do policzków. Jednym z największym atutów tej dziewczynki był jej głos. Śpiewała tak cudnie że każdy chciał jej słuchać. Miałą zdolność muzyczne,lecz nie wiedziała po kim.Ten rok miał być taki jak każde inne;ale czy na pewno?
Do końca wakacji było jeszcze sporo czasu a Alice już tak przeraźliwie się nudziła że nie wiedziała co ma ze sobą zrobić.Chodziła to tu, to tam. Odkąd dziewczynka była mała zdarzały jej się dość niesamowite rzeczy. Raz kiedy jakaś dziewczynka ją popchnęła dostała piłką w głowę która przyleciała z nikąd. Zbliżała się pora obiadu więc dziewczynka ze swojego pokoju poszła do kuchni, do której prowadził dość wąski korytarz.
-Maaamoooo-zajęczała dziewczynka przytulając się do nóg kobiety która właśnie stała przy kuchence.-Głodna jestem. Za ile obiad?-zapytała uśmiechnięta.
-Za chwilę,kochanie.-odpowiedziała kobieta.Była to kobieta około 30. Miała długie kasztanowe włosy które były spięte w luźny kucyk,niebieskie duże oczy,pełne usta oraz spiczasty nos.Jej twarz miała dość surowy wyraz ale kiedy sie uśmiechała jej twarz łagodniała.Była bardzo piękną kobietą.
-Usiądź przy stole. Zaraz będzie gotowe. A przy okazji. Przyszła poczta do ciebie.
-Do mnie? Ciekawe od kogo.
-Nie wiem. Sama sprawdź.-wskazała głową na stół.Leżała tam koperta z czerwoną pieczęcią z literką J. Kiedy Alice otworzyła kopertę w środku był list oraz jakaś druga kartka. Jego treść wyglądała tak:
Rinmaru
Akademia Magii i Czarodziejstwa
Dyrektor: Miranda Lee
Szanowna Pani White,
Mamy przyjemność poinformowania Panią,że została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodzijstwa Rinmaru. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.
Rok szkolny rozpoczyna się 1 września.Oczekujemy pani sowy nie później niż 31 lipca.
Z wyrazami szacunku,
Miranda Lee
dyrektorka szkoły
Alice patrzyła na list z niedowierzaniem i próbowała połączyć wszystkie dotychczasowe wątki. Kiedy nic nie wymyśliła krzyknęła do mamy aby podeszła do stołu.
-Dziecko, nie musisz krzyczeć. Stoje obok ciebie.A więc? Co to za list?
-Dobre pytanie...nic nie rozumiem z tego listu....
-Pokaż mi go.-powiedziała matka łapiąc za kawałek pergaminu.Zaczęła czytać uważnie list i co chwilę kładła rękę na swój kark chłodząc się w ten sposób. Zawsze tak robiła kiedy była zestresowana.-A więc jednak....jednak się stało...-mruczała pod nosem. Alice nie miała pojęcia o co chodzi i była zmartwiona zachowaniem matki.
-Mamo...czy stało sie coś złego?
-Nie...-odpwoeidziała bez wyrazu.
-Mamo,proszę wytłumacz mi oo co w tym wszystkim chodzi. Jaka magia? Jaka znowu szkoła? O co chodzi?
-Siadaj kochanie.-wskazała na krzesło na przeciwko niej.Kiedy dziewczynka usadowiła sie wygodnie na krześle kobieta zaczęła.-Słuchaj mnie córciu teraz bardzo uważnie bo to co teraz powiem jest niezwykle ważne. Zrozumiałaś?-Alice tylko kiwnęła głową na potwierdzenie.- No więc to zaczęło się jakieś 20 lat temu kiedy poznałam twojego tatę. No więc kiedy byłam w twoim wieku do mnie również przyszedł podobny list.
-Podobny?
-Owszem. Nie był on taki sam jak ten ponieważ wtedy ja dostałam list ze szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Czyli jednej z najlepszych szkół w Europie.Twoi dziadkowie nie byli czarodziejami. Byli tak zwanymi mugolami.Czyli zwykłymi ludźmi. W szkole poznałam twojego tatę który pochodził z rodziny czysto krwistej. Czyli w pełni magicznej. Na początku nie za bardzo za soba przepadliśmy ale potem zakochaliśmy sie w sobie.PO skończeniu szkoły byliśmy parą,potem wzięliśmy ślub i zaszłam w ciąże. Twój ojciec został zabity przez jednego ze śmierciożerców. Czyli podwładnych najwięszego czarnoksięznika tamtych czasów jakim był Lord Voldemort.
-Lor.
-Nie powtarzaj tego imienia. Nigdy.-przerwała jej.- Twój tata umarł kilka tygodni po twoim urodzeniu ale już wtedy wiedzieliśmy że nie będziesz normalna. To by było niemożliwe. Tak więc ojciec przekazał nam cały swój majątek i zabezpieczył w banku dla czarodziei. W bangu Gringotta,w Londynie.Ale jak sama dobrze wiesz nie mieszkamy już w Londynie tylko tutaj. W Busan.NIe sądziłąm że tutaj również będzie skzoła dla czarodziejów.
-Czekaj bo nie nadążam.-powiedziałą dziewczyna z lekkim grymasem na twarzy.-Więc mówisz że ojciec tak na prawde nie zginą przez wypadek na budowie w pracy a przez jakiegoś śmierciożercy ?
-Tak.-powiedziała śmiertelnie poważna.
-Ok...ale dlaczego mi o tym wszystkim nie powiedziałaś ?
-Byłas za młoda,żaby to zrozumieć.
-No okej...Ale dlaczego oni mnie chcą w tej szkole? Ja czarownicą ? Daj spokój.
-Ale to prawda. Jestes czarownicą. Nie zauważyłaś jak te dziwne rzeczy się dziją wokół ciebię ?
-No może tak..ale ..
-Jeżeli nie chcesz tam jechać to nie zmuszę cię do tego. ALe wolałąbym abyś tam pojechała i nauczyłą się wszystkiego od podstaw. Abyś nie tylko umiała używać swoich mocy ale również umiała nad nimi panować.
-W porządku. Nie ogarniam tego do końca ale to chyba ważne więc się zgadzam.Ale mam pytanie.
-Tak?
-Jak mamy im odesłać sowę skoro żadnej nie mamy?-zapytała rozbawiona Alice i oby dwie zaczęły się śmiać.
**********
Lata mijały a Alice miała już 15 lat. Zostały jej ostatnie 3 lata szkoły dla czarodziei. Tylko nie koniecznie musiała ją ukończyć w Rinmaru.
-Przepraszam cię Alice. Ale wiesz przecież że to nie moja wina.-powiedziała ze smutkiem kobieta.Pakując swoje rzeczy z domu w Busan.
-Nie obwiniam cię za to.-odpowiedziała Alice całując matkę w policzek.
-Tak mi przykro że nie będzies zmogła ukończyć Rinamru...To moja wina...
-WCALE.ŻE.NIE.-odpowiedizała delikatnie poirytowana Alice.-Tak szczerze powiedziawszy to nawet jest mi to na rękę.
-Jak to?
-Bo widzisz mamo... tylko obiecaj że isę nie zezłościsz..dobrze?
-Dobrze.Obiecuję.-powiedziała podnosząc kolejne pudło.
-No więc...Tak na prawde to wyli mnie z Rinmaru...ha...ha.-powiedziała śmiejąc się niezręcznie.
-Jak to?! Kiedy?! Daczego mnie nie zawiadomiono?! Za co?! -pytania padały z prędkością pocisku z karabinu maszynowego.
-Ok. No więc po kolei. Wiesz...tak na prawdę to już wcześniej wysyłai ci listy z moimi wybrykami ale dziwnym trafem zawsze trafiały do mojego kosza na śmieci. Dziwne co nie? Wyrzuclili mnie na koniec roku. ALe spokojnie mam go zaliczonego. Tylko kazali nie wracać na następny rok.
-Dobrze...przyjmuję do wiadomości... ale za co ?
-NIe mam pojęcia....to chyba nie za to że przez przypadek wysadziłam toaletę w powietrzę...
-Co?!-Nicole zbladła.
-Spokojnie. To było dwa lata temu...No to może przez to pobicie się z bandą tych chłopaków z 6 roku...nie to pewnie też nie przez to....Ah. Chyba już wiem. Na ostatnim teście do klasy wleciała miotła a na niej było wiadro ze ślimakami. I dziwnym trafem poleciało to prosto na panią Kim Soo Hee Wiesz. Tą od eliksirów. Ta która mnie nie lubiła. I oczywiście cała wina poszła na mnie.
-A to byłaś ty?-zapytała zirytowana.
-Nie. No co ty. Ktoś mnie akurat w to wrobił ale pani Soo Hee nie chciała mnie słuchać więc ostatecznie mnie wyrzuciła.
-Okej. Trochę mnie to uspokoiło. Ale musisz skończyć szkołę... co ty na to żeby przenieść cię do Hogwartu? Wiesz. Tam gdzie ja się uczyłam?
-W sumie nie jest to zły pomysł. Ale.. myślsiz że sobie tam poradzę?
-Tak. Uważam że na sto procent sobie poradzisz.
-A mają tam quidditcha?
-Też mi pytanie!-zaśmiałą sie matka. Kiedy spojrzała na swoją córkę zdała sobię sprawę z tego że nie jest już tą pulchną,zagubiona jedenastolatka którą kiedyś była. Teraz stała przed nią młoda kobieta. Alice nie miała już nawet pół kilograma nadwagi. Ponieważ szkoła Rinmaru odznaczała się tym że jest to szkoła również artystyczna Alice chodziła na zajęcia z tańca oraz śpiewu. (No i oczywiście na quidditcha.)Przez co zgubiła zbędne kilogramy i zastąpiła je świetną sylwetką. Podczas tych kilku lat też sporo urosła. Mierzyła teraz równe 170cm wzrostu oraz ważyła niespełna 50 kilogramów.. Pomimo dośc małej wagi dziewczyna miała to i owo. Miała idealne wcięcie w tali:ładny,zgrabny tyłek oraz dość spore piersi. Jej buzia przeztała być okragła i teraz była bardziej pociągła a przez zrzucenie wagi jej kości policzkowe były uwydatnione. Jej oczy były bardziej ostre. Każde jej spojrzenie było bardzo zmysłowe. A raczej takie sie wydawało przez jej koci krztał oczu. Włosy urosły jej dość sporo. Sięgaly jej teraz za łopatki. Lecz grzywka została nie zmieniona. Tak. To nie była już ta szara myszka. Lecz stare nawyki czasem wracły jak np. słuchanie w samotności muzyki, czy nałogowe czytanie książek,albo granie na gitarze albo fortepianie. Alice się zmieniła ale ta zmiana wyszła jej na lepsze niż mogła by się spodziewać.
Wrzesień zbliżał się wielkimi krokami, a co za tym szło; nowy rok szkolny. Kolejny nudny rok szkolny w przeraźliwie nudnej szkole dla wybitnie mądrych dzieciaków. Alice właśnie leżała na swoim dużym łóżku z szarą pościelą oraz kolorowymi poduszkami. Alice miała 11 lat i właśnie miała zaczynać kolejny rok w gimnazjum. Dziewczyna mieszkała tylko z mamą w małym domu na obrzeżach Seulu. Właściwie Alice nie miała przyjaciół w szkole. Nie dlatego że nikt jej nie lubił, ale dlatego że to ona nie lubiła ich. Alice tak jak jej mama pochodziły z Londynu ale kiedy Alice miała 6 lat przeniosły się do Busan w Korei Południowej. Głównym powodem była praca jej mamy.Alice nie była do niej podobna prawie wcale. Miała krótkie jasne blond włosy z pół-okrągłą grzywką która delikatnie odsłaniała jej dość ciemne brwi; była dość wysoka lecz miała kilka zbędnych kilogramów a to przez nie zdrowe jedzenie, jej oczy były koloru wody oceanu. Lecz nie był to kolor jasnego morza a raczej największej głębiny która się w nim znajdowała. Oczy Alice miały tak ciemny odcień granatu że prawie wpadały w czerń. Miała dość okrągłą buzię, delikatne drobne lecz pełne malinowe usta oraz prosty mały nos na którym było widać kilka delikatnych piegów które przechodziły aż do policzków. Jednym z największym atutów tej dziewczynki był jej głos. Śpiewała tak cudnie że każdy chciał jej słuchać. Miałą zdolność muzyczne,lecz nie wiedziała po kim.Ten rok miał być taki jak każde inne;ale czy na pewno?
Do końca wakacji było jeszcze sporo czasu a Alice już tak przeraźliwie się nudziła że nie wiedziała co ma ze sobą zrobić.Chodziła to tu, to tam. Odkąd dziewczynka była mała zdarzały jej się dość niesamowite rzeczy. Raz kiedy jakaś dziewczynka ją popchnęła dostała piłką w głowę która przyleciała z nikąd. Zbliżała się pora obiadu więc dziewczynka ze swojego pokoju poszła do kuchni, do której prowadził dość wąski korytarz.
-Maaamoooo-zajęczała dziewczynka przytulając się do nóg kobiety która właśnie stała przy kuchence.-Głodna jestem. Za ile obiad?-zapytała uśmiechnięta.
-Za chwilę,kochanie.-odpowiedziała kobieta.Była to kobieta około 30. Miała długie kasztanowe włosy które były spięte w luźny kucyk,niebieskie duże oczy,pełne usta oraz spiczasty nos.Jej twarz miała dość surowy wyraz ale kiedy sie uśmiechała jej twarz łagodniała.Była bardzo piękną kobietą.
-Usiądź przy stole. Zaraz będzie gotowe. A przy okazji. Przyszła poczta do ciebie.
-Do mnie? Ciekawe od kogo.
-Nie wiem. Sama sprawdź.-wskazała głową na stół.Leżała tam koperta z czerwoną pieczęcią z literką J. Kiedy Alice otworzyła kopertę w środku był list oraz jakaś druga kartka. Jego treść wyglądała tak:
Rinmaru
Akademia Magii i Czarodziejstwa
Dyrektor: Miranda Lee
Szanowna Pani White,
Mamy przyjemność poinformowania Panią,że została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodzijstwa Rinmaru. Dołączamy listę niezbędnych książek i wyposażenia.
Rok szkolny rozpoczyna się 1 września.Oczekujemy pani sowy nie później niż 31 lipca.
Z wyrazami szacunku,
Miranda Lee
dyrektorka szkoły
Alice patrzyła na list z niedowierzaniem i próbowała połączyć wszystkie dotychczasowe wątki. Kiedy nic nie wymyśliła krzyknęła do mamy aby podeszła do stołu.
-Dziecko, nie musisz krzyczeć. Stoje obok ciebie.A więc? Co to za list?
-Dobre pytanie...nic nie rozumiem z tego listu....
-Pokaż mi go.-powiedziała matka łapiąc za kawałek pergaminu.Zaczęła czytać uważnie list i co chwilę kładła rękę na swój kark chłodząc się w ten sposób. Zawsze tak robiła kiedy była zestresowana.-A więc jednak....jednak się stało...-mruczała pod nosem. Alice nie miała pojęcia o co chodzi i była zmartwiona zachowaniem matki.
-Mamo...czy stało sie coś złego?
-Nie...-odpwoeidziała bez wyrazu.
-Mamo,proszę wytłumacz mi oo co w tym wszystkim chodzi. Jaka magia? Jaka znowu szkoła? O co chodzi?
-Siadaj kochanie.-wskazała na krzesło na przeciwko niej.Kiedy dziewczynka usadowiła sie wygodnie na krześle kobieta zaczęła.-Słuchaj mnie córciu teraz bardzo uważnie bo to co teraz powiem jest niezwykle ważne. Zrozumiałaś?-Alice tylko kiwnęła głową na potwierdzenie.- No więc to zaczęło się jakieś 20 lat temu kiedy poznałam twojego tatę. No więc kiedy byłam w twoim wieku do mnie również przyszedł podobny list.
-Podobny?
-Owszem. Nie był on taki sam jak ten ponieważ wtedy ja dostałam list ze szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Czyli jednej z najlepszych szkół w Europie.Twoi dziadkowie nie byli czarodziejami. Byli tak zwanymi mugolami.Czyli zwykłymi ludźmi. W szkole poznałam twojego tatę który pochodził z rodziny czysto krwistej. Czyli w pełni magicznej. Na początku nie za bardzo za soba przepadliśmy ale potem zakochaliśmy sie w sobie.PO skończeniu szkoły byliśmy parą,potem wzięliśmy ślub i zaszłam w ciąże. Twój ojciec został zabity przez jednego ze śmierciożerców. Czyli podwładnych najwięszego czarnoksięznika tamtych czasów jakim był Lord Voldemort.
-Lor.
-Nie powtarzaj tego imienia. Nigdy.-przerwała jej.- Twój tata umarł kilka tygodni po twoim urodzeniu ale już wtedy wiedzieliśmy że nie będziesz normalna. To by było niemożliwe. Tak więc ojciec przekazał nam cały swój majątek i zabezpieczył w banku dla czarodziei. W bangu Gringotta,w Londynie.Ale jak sama dobrze wiesz nie mieszkamy już w Londynie tylko tutaj. W Busan.NIe sądziłąm że tutaj również będzie skzoła dla czarodziejów.
-Czekaj bo nie nadążam.-powiedziałą dziewczyna z lekkim grymasem na twarzy.-Więc mówisz że ojciec tak na prawde nie zginą przez wypadek na budowie w pracy a przez jakiegoś śmierciożercy ?
-Tak.-powiedziała śmiertelnie poważna.
-Ok...ale dlaczego mi o tym wszystkim nie powiedziałaś ?
-Byłas za młoda,żaby to zrozumieć.
-No okej...Ale dlaczego oni mnie chcą w tej szkole? Ja czarownicą ? Daj spokój.
-Ale to prawda. Jestes czarownicą. Nie zauważyłaś jak te dziwne rzeczy się dziją wokół ciebię ?
-No może tak..ale ..
-Jeżeli nie chcesz tam jechać to nie zmuszę cię do tego. ALe wolałąbym abyś tam pojechała i nauczyłą się wszystkiego od podstaw. Abyś nie tylko umiała używać swoich mocy ale również umiała nad nimi panować.
-W porządku. Nie ogarniam tego do końca ale to chyba ważne więc się zgadzam.Ale mam pytanie.
-Tak?
-Jak mamy im odesłać sowę skoro żadnej nie mamy?-zapytała rozbawiona Alice i oby dwie zaczęły się śmiać.
**********
Lata mijały a Alice miała już 15 lat. Zostały jej ostatnie 3 lata szkoły dla czarodziei. Tylko nie koniecznie musiała ją ukończyć w Rinmaru.
-Przepraszam cię Alice. Ale wiesz przecież że to nie moja wina.-powiedziała ze smutkiem kobieta.Pakując swoje rzeczy z domu w Busan.
-Nie obwiniam cię za to.-odpowiedziała Alice całując matkę w policzek.
-Tak mi przykro że nie będzies zmogła ukończyć Rinamru...To moja wina...
-WCALE.ŻE.NIE.-odpowiedizała delikatnie poirytowana Alice.-Tak szczerze powiedziawszy to nawet jest mi to na rękę.
-Jak to?
-Bo widzisz mamo... tylko obiecaj że isę nie zezłościsz..dobrze?
-Dobrze.Obiecuję.-powiedziała podnosząc kolejne pudło.
-No więc...Tak na prawde to wyli mnie z Rinmaru...ha...ha.-powiedziała śmiejąc się niezręcznie.
-Jak to?! Kiedy?! Daczego mnie nie zawiadomiono?! Za co?! -pytania padały z prędkością pocisku z karabinu maszynowego.
-Ok. No więc po kolei. Wiesz...tak na prawdę to już wcześniej wysyłai ci listy z moimi wybrykami ale dziwnym trafem zawsze trafiały do mojego kosza na śmieci. Dziwne co nie? Wyrzuclili mnie na koniec roku. ALe spokojnie mam go zaliczonego. Tylko kazali nie wracać na następny rok.
-Dobrze...przyjmuję do wiadomości... ale za co ?
-NIe mam pojęcia....to chyba nie za to że przez przypadek wysadziłam toaletę w powietrzę...
-Co?!-Nicole zbladła.
-Spokojnie. To było dwa lata temu...No to może przez to pobicie się z bandą tych chłopaków z 6 roku...nie to pewnie też nie przez to....Ah. Chyba już wiem. Na ostatnim teście do klasy wleciała miotła a na niej było wiadro ze ślimakami. I dziwnym trafem poleciało to prosto na panią Kim Soo Hee Wiesz. Tą od eliksirów. Ta która mnie nie lubiła. I oczywiście cała wina poszła na mnie.
-A to byłaś ty?-zapytała zirytowana.
-Nie. No co ty. Ktoś mnie akurat w to wrobił ale pani Soo Hee nie chciała mnie słuchać więc ostatecznie mnie wyrzuciła.
-Okej. Trochę mnie to uspokoiło. Ale musisz skończyć szkołę... co ty na to żeby przenieść cię do Hogwartu? Wiesz. Tam gdzie ja się uczyłam?
-W sumie nie jest to zły pomysł. Ale.. myślsiz że sobie tam poradzę?
-Tak. Uważam że na sto procent sobie poradzisz.
-A mają tam quidditcha?
-Też mi pytanie!-zaśmiałą sie matka. Kiedy spojrzała na swoją córkę zdała sobię sprawę z tego że nie jest już tą pulchną,zagubiona jedenastolatka którą kiedyś była. Teraz stała przed nią młoda kobieta. Alice nie miała już nawet pół kilograma nadwagi. Ponieważ szkoła Rinmaru odznaczała się tym że jest to szkoła również artystyczna Alice chodziła na zajęcia z tańca oraz śpiewu. (No i oczywiście na quidditcha.)Przez co zgubiła zbędne kilogramy i zastąpiła je świetną sylwetką. Podczas tych kilku lat też sporo urosła. Mierzyła teraz równe 170cm wzrostu oraz ważyła niespełna 50 kilogramów.. Pomimo dośc małej wagi dziewczyna miała to i owo. Miała idealne wcięcie w tali:ładny,zgrabny tyłek oraz dość spore piersi. Jej buzia przeztała być okragła i teraz była bardziej pociągła a przez zrzucenie wagi jej kości policzkowe były uwydatnione. Jej oczy były bardziej ostre. Każde jej spojrzenie było bardzo zmysłowe. A raczej takie sie wydawało przez jej koci krztał oczu. Włosy urosły jej dość sporo. Sięgaly jej teraz za łopatki. Lecz grzywka została nie zmieniona. Tak. To nie była już ta szara myszka. Lecz stare nawyki czasem wracły jak np. słuchanie w samotności muzyki, czy nałogowe czytanie książek,albo granie na gitarze albo fortepianie. Alice się zmieniła ale ta zmiana wyszła jej na lepsze niż mogła by się spodziewać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)