Była godzina 7:30. Mój budzik obudził mnie swoim denerwujacym oraz głośnym alarmem. Jakieś 15 minut zajęło mi same wstanie z łóżka. Nie znosiłam wstawać wcześnie rano. Pospiesznie ubrałam na siebie mój strój do ćwiczeń czyli czarny top sportowy, krótkie szare spodenki i czarne buty do biegania. Umylam buzię, zęby i związałam moje długie do połowy pleców białe włosy w koński ogon. Zbiegłam po schodach i pobiegalm do kuchni na szybkie śniadanie. Zjadalam dwa tosty z dżemem malinowym i wyszłam. W domu pana Collinsa znajdowała sie siłownia w której wszyscy cwiczylismy. Zbiegłam po schodach i weszłam do środka. W drzwiach przywitała mnie Krystal.Ta sama Krystal która nie była już 10 letnią dziewczynką lecz 19 letnią kobietą. Każdy się zmienił. Oczywiście oprócz tego że wszyscy byli pełnoletni (oprócz mnie (16lat)) każdy miał swoją miłość. Przepiękna Suzie miała teraz 22 lata i zeszła się z o 2 lata starszym Ethanem. Byli parą od jakiś 2 lat. 19 letnia Krystal była w związku od 1,5 roku. Jej wybrankiem został Jackson który mam teraz 22 lata. 3 lata różnicy to nie tak dużo. No i oczywiście moja kachana Mira która miała już 25 lat i spodziewała się dziecka. Tatusiem ów maleństwa ma zostać 26 letni Justin. Mira i Jus byli parą od kad Mira skończyła 19 lat. Od 3 lat byli bardzo szczesliwym małżeństwem. Muszę przyznać że wszystkie te pary były cudne. Trochę im zazdroscilam. Ale tylko troszkę. (Bardzo)
-Dobry!- wrzasenalm na całe pomieszczenie aby mieć pewność że wszyscy usłyszeli.
-Witaj Shi.-powiedziała Mira która właśnie kontrolowala trening na bieżni Justina. Justin przywitał mnie skinieniem. Zadko się zdazalo aby cos mówił podczas treningów. Podeszłam do Ethana który właśnie siedział na ringu.
-Hejka Et.- przywitałam się radośnie. -Ćwiczysz?
-Hej Shi.Taki miałem zamiar ale nikomu się nie chce ze mną ćwiczyć.
-No to co powiezz na maly sparing? Bardzo chętnie stopie ci tylek. -odpowiedziałam z szydzacym uśmiechem. Tak na prawdę tl wiedziałam że nie mam szans na zwycięstwo ale lubiłam denerwować Ethana.
-Zaraz się przekonamy kto tu komu skopie tylek. -odegrał się. Gole pięści i broń. Wtedy była najwieksza zabawa, a raczej najwieksze podobieństwo do prawdziwej walki. Wzięłam dwa noże przeznaczone do ćwiczeń. Innymi słowy były tak tępe ,że nie zrobiły by nikomu krzywdy. Ethan wziął mały toporek. Walka się zaczęła. Szybkim ruchem pobiegłam do Ethana i zadałam mu cios w twarz. Nie musiałam długo czekać na odzew. Ethan podcial mi nigi. Z hukiem upadłam na ziemię. Ethan usiadł na mnie okrakiem unieruchakiajac mi nogi. Zaserwowalam mu prawego sieropowego prosto w szczenke. Ethan nie zszedł ze mnie ale zmniejszył nacisk tym samym dając mi możliwość wstania. Zepchnelam go z siebie i wstałam. Chłopak uderzył mnie z kopa w brzuch. Upadłam na ziemię. Wymierzył we mnie toporkiem i próbował uderzyć w moje ramię ale się odsunelam i nie trafił. Kiedy sie na mnie ponownie żucil tym razem ja wymierzyłam cios. Jeden z noży wylądował przy jego gardle, drugi zaś zaraz przed klatką piersiową.
-Koniec gry. Wygrałam. -wysapalam. Oby dwoje padlismy na ring.
-No to...kiedy będę mogła iść na jakąś misję?
-Musisz się spytać Justina. Wiesz o tym. On tutaj rządzi. Ale myślę ze za nie długo.
-Mam taką nadzieję. Mam już dość tego że wy walczycie a ja siedzę na dupie.
-Spkojnie. Już za nie długo będziesz walczyć razem z nami. -odezwał się Justin. - Dzisiaj przylatuje do nas nowy zabójca z Nowego Jorku. Chyba jest od ciebie starszy ale pewny nie jestem.
-I co w związku z tym ?-zapytałam.
Nie czaje co ma jego przyjazd do moich misji.
-Ma to, że będziesz nareszcie miała partnera ty pustaku.
-Ja nie potrzebuje partnera. -warknęłam.
-Shiro... dobrze wiesz że to nie prawda.
-Ale ja go nie chcę!
-Nie obchodzi mnie to. Jeżeli nie zgadzasz się na moje warunki to nke dostaniesz żadnej misji. Wybieraj. - postarlam nerwowo dłonie. Krzyknęłam sfrustrowana i pędem podeszłam do strzelnicy. Wzięłam broń która leżała najbliżej mnie i zaczęłam strzelać w kukle wyobrażają sobie na jej miejscu Justina. Po 5 minutach mi przeszło. Cała wściekłość uszla ze mnie jak powietrze z przebitego balonu.
-Wszyscy! Przyjdzcie na ring! Nasz gość przyjechał! - krzyknął Justin. Oho. No to teraz się zacznie rzeźnia. Bardzo wolno weszłam na ring. Przecisnelam się pomiędzy moimi przyjaciółmi aby zobaczyć nowego. Obok Justina stał chłopak o wzroście ponad 180 cm wzrostu, ciemnych zmierzwionych brązowych włosach, czarnych dużych oczach i z małą blizną po prawej stronie dolnej wargi. W uszach miał po kilka kolczyków. Ciało miał dobrze zbudowane i całe pokryte bliznami oraz kilkoma tatuażami, lecz nie było widoczne co przedstawiają. Ubrany był w białą bluzę na której miał czarną koszulę z krótkim rękawem, czarne spodnie rurki i białe Nike Air force. Na szyi miał czarno czerwone słuchawki, na plecach czarny duży plecak a w ręku ogromną walizkę i torbę.
-Przedstaw się. -powiedział Justin.
-Cześć wszystkim -powiedział lekko ochryplym lecz bardzo przyjemnym głosem. -Jestem Christian Miller.Mam 18 lat i przesłano mnie tutaj z Nowego Jorku jako wasz nowy członek. Milo was poznać. -dokończył bez żadnego wyrazu na twarzy. Był cholernie przystojny, był to niezaprzeczalny fakt. Ale w jego oczach było coś co wywoływało u mnie strach. Jego wzrok nie należał do tych przyjemnych. Był to wzrok kolesia którego widuje się w ciemnych uliczkach i czeka na osobę której mógłby wbić twarz w ziemię i okraść. Jeżeli ktoś zastanawia się nad tym jaki wyraz twarzy ma seryjny morderca to ten chłopak był odpowiedzią.Nasze oczy się spotkały. W tym momencie moje serce zaczęło bić trzy razy szybciej niż wcześniej. Nie jestem pewna czy jego wzrok mnie pociągał czy przerażał. Cóż. Zdecyduje się o tym później. W końcu jak to mówią : Kobieta zmienną jest. Chłopak podszedł do nas i zaczął się z każdym witać. Na jego twarzy zagościł chwilowy uśmiech. Dopóki nie podszedł do mnie. Kiedy do mnie podszedł jego uśmiech znikł tak szybko jak się pojawił, a jego wzrok był dość wymowny. A mówił on: CO TO MA BYĆ ZA CUDAK.
-Hej.-powiedziałam topiąc pierwsze lody.-Jestem Shiro. Od dzisiaj będziemy partnerami.
-Cześć.Jestem Chris. Wiem. Niestety ale wiem o tym że, będziemy partnerami.
-Niestety ?-zapytałam delikatnie zirytowana.
-Tak.Niestety. Trzeba ci to przeliterować? Myślę że nie.
-Co jest z tobą nie tak? Masz do mnie jakiś problem?
-Tak. Nie lubię pracować z babami.-powiedział buńczucznie unosząc brodę.
-Tak się składa że mnie też praca z tobą się nie uśmiecha.
-Ah tak? A to niby dlaczego ?
-Nie lubię pracować z rozwydrzonymi frajerami.-odpowiedziałam kładąc ręce na biodrach.
-Coś podejrzewam,że się nie dogadamy, co?
-Raczej nie sądzę.
-Posłuchaj mnie Króliczku. Ja będę odwalał całą brudną robotę a ty nie będziesz mi przeszkadzać.Ok?
-A to niby dlaczego?-krzyknęłam-Co? Uważasz że sobie nie poradzę? że jestem tak słaba, że nic nie umiem zrobić,by ci pomóc?
-Tak. Dokładnie.
-Lepiej już się przymknij. Chyba że chcesz abym nakarmiła cię twoimi własnymi zębami.
-Uuuuu. Groźnie. Umiesz coś oprócz gadania? Pewnie nie. Więc przymknij się łaskawie. Bo inaczej
-Bo inaczej co?!-przerwałam mu.
-Co jest,mamy wciąż pięć lat?
-Sześć. I posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. Wiem że to będzie dość duży problem ale postaraj się. NIE OBCHODZI MNIE SKĄD JESTEŚ ANI CO UMIESZ. JEŻELI NIE CHCESZ SKOŃCZYĆ W GIPSIE LEPIEJ STĄD SPADAJ. ŁAPIESZ.?!!-krzyknęłam ponownie.
-Oj zamknij się w końc-przerwałam mu uderzając co w podbródek. Upadł na ziemię.
-Co jest? To wszystko? Jeden cios i już leżysz? Smutne trochę. Myślałam że będzie z tobą więcej zabawy skoro tak się przechwalałeś.-w tym momencie podciął mi nogi i upadłam na ziemię.Chłopak szedł prosto na mnie. Kiedy podszedł wystarczająco blisko odbiłam się obiema rękami od parkietu i uderzyłam stopami w jego twarz. CHłopak otarł krew z wargi i uderzył mnie w nos. Polała się z niego krew. Chris posłał serię ciosów. Uderzył mnie w brzuch, ramię i piszczel. Podbiegłam do niego i uderzyłam go z rozpędu w brzuch. Chłopak skulił się w przypływie bólu.Przywaliłam mu jescze z pięści w oko i odeszłam od niego. Już miałam dać mu porządnego kopa w kolano ale ktoś stanął pomiędzy nami. Był to Justin.
-Czy wy żeście powariowali?! Zaraz sam skopię wam dupska jeżeli się nie uspokoicie.
-Ale to on zaczął-wtrąciłam.
-Gówno prawda! To ty pierwsza mnie uderzyłaś!
-Sprowokowałeś mnie do tego!
-Cisza! Zamknąć się oboje. Jesteście od dzisiaj partnerami czy to się wam podoba czy nie! I albo nauczycie się ze sobą współpracować albo oby dwoje zostanienice tutaj i będziecie czyść broń zamiast chodzić na misje! Zrozumiano?!
-Jezu.. ale ja nie..
-PYTAŁEM CZY ZROZUMIELIŚCIE!!!!
-Tak.-odpowiedziałam smętnie.
-Tak.-Chris również odpowiedział, lecz bardzo cicho.
-A teraz oby dwoje idźcie się opatrzyć. Dość mocno się pokiereszowaliście. I żeby nie było. Macie to zrobić SOBIE NA WZAJEM. I liczę że się przeprosicie i jakoś dogadacie, ok?
-Dobrze.-odpowiedziałam podczas gdy Chris szedł po swoje rzeczy.
-Shiro. Zaprowadź go do jego pokoju. Wiesz który to. A tak poza tym to to była calkiem dobra walka. Jeżeli oby dwoje będziecie tak walczyć przeciwko sowim wrogom do macie w kieszeni każdą wygraną.-powiedział z uśmiechem odchodząc.Szybko podbiegłam do Chrisa i wskazałam ruchem ręki w która stronę mamy pójść aby dotrzeć do lekarskiego. Chris bez żadnego sprzeciwu poszedł za mną. Trochę mnie to zdziwiło. Kiedy doszliśmy posadziłam chłopaka na łóżku. Wzięłam kilka potrzebnych rzeczy i sama usiadłam na przeciwko niego.Jako pierwsza wzięłam wacik nasączony wodą utlenioną aby przemyć ranę na jego wardze.
-Słuchaj...-zaczęłm zbliżając wacik do jego wargi.-przepraszam za to.-kontynuowałam nie przerywając czynności. O dziwu pozwolił mi na dotknięcie siebie.
-Ja też przepraszam. Powiedziałem trochę za dużo i za dużo zrobiłem.-powiedział skruszony patrząc na mój krwawiący nos.
-W porządku... ja z resztą tez trochę za moco cię uderzałam. To było głupie. W sumie to nie mamy powodów żeby się kłócić. W końcu znamy się jakieś 15 minut. NIe mamy za co się nie lubić. W końcu partner to nie koniec świata.
-Chyba masz rację. Wiesz; jesteś dość silna. Jak na dziewczynę.
-Dzięki.-powiedziałam z uśmiechem. Nakładając masć na ranę. -Hej. Boli cię jeszcze gdzieś? -Oko i-Brzuch. Podejrzewam że są tam teraz siniak ale to nic. Potem położe tam lód i po sprawię. A ciebię? Boli cię coś?
-Trochę nos.,brzuch i ramię. Ale tak jak mówiłeś to tylko siniaki.
-Lepiej je pokaż. Uderzałam dość mocno więc może coś być.-objął mnie delikatnie w pasie i spojrzał na mój brzuch .-Kurde... zrobił ci się ogromny siniak na brzuchu. Jeszcze raz przepraszam.
-Nic się nie stało.To co rozejm ?-zapytałam,wyciągając rękę na znak pokoju.
-Rozejm.-uścisnął moją dłoń. Nie mocno ale tak abym poczuła.-A tak w ogóle to ile masz lat?
-16. Ale za kilka miesięcy mam urodziny.
-Czyli dwa lata różnicy,co ?
-Mniej.
-Ok, ok. Niech będzie, króliczku.
-Dlaczego co chwile do mnie mówisz króliczku ? To irytujące.
-Przez kolor twoich włosów i oczu wyglądasz jak królik. Mnie się wydaje że to urocze przezwisko, króliczku.-powiedział delikatnie się uśmiechając.
-A tak poza tym to dlaczego chiałeś znać mój wiek?
-Chciałem wiedzieć czy legalnie będziemy mogli uprawiać seks.-odpowiedział uśmiechając się szeroko pokazując mi swoje śnieżno białe proste zęby. Czółam jak moje policzki oblewają się rumieńcem. Żuciłąm w niego poduszką.
-Zgłupiałeś?!
-Hahahahahhahahaha. Żartuję. Żartuję. Po prostu byłem ciekawy.Nie jesteś w moim stylu, więc raczej nie przespał bym się z tobą. Poza tym nie jestem taki. Ale to było zabawne. Musiała byś zobaczyć swoją minę. Twoja twarz przypomina cegłę.
-Oj zamknij się zboczeńcu!
-Co za świętoszek.-podszedł do mnie, złapał za oby dwie ręce i wywrócił na łóżko nadal trzymając mnie za ręce.
-Hej. Puszczaj mnie.-powiedziałam czując jego oddech na mojej skórze.
-Co ty taka nie śmiała?-powiedział puszczając mnie powoli.-Tylko minie mów że jeszcze nigdy nie upra..
-Nie. Nie śpieszy mi się z tym. A poza tym to nie twoja sprawa. -rzuciłam wstając.-Chodżmy już. Zaprowadzę cię do twojego pokoju.- powiedziałm pośpiesznie wychodząc z gabinetu. Czułam że moją twarz ponownie stała się czerwona. PO kilku sekundach z pokoju wyszedł Chris. Który wyraźnie coś ode mnie chciał,bo przez cały czas wpatrywał się we mnie wyczekująco.
-O co chodzi?-zapytałam wreszcie.
-Powiedz... jak to sie stało że jeszcze nie robiłaś"tego"?-zapytal wyraźnie rozbawiony.
-Nawet się nie całowałam a co dopiero robić"to". Z resztą nie ważne. Nie twój biznes.
-Nawet się nie całowałaś ?
-Proszę bardzo śmiej się.
-Nie uważam że to śmieszne.
-Zatem skończmy temat.
-Oki doki.-odpowiedział posłusznie.
-Oto twój pokój. Jeśli będziesz czegoś potrzebował to nie krępuj się o to zapytać kogokolwiek z grupy. Wszystko jest do twojej dyspozycji. Oprócz mojego pokoju. NIe masz prawa wchodzić tam bez pozwolenia. Co do reszty musisz się ich spytać. A teraz wybacz ale muszę już iść. Mam jeszcze przed sobą 3 godziny treningu który został mi przerwany przez ciebię. Narka.-dorzuciłam obracając się na pięcie.
-Papa, króliczku.! -odpowiedział uradowany. Zupełnie inna osoba. W pierwszej minucie zimny jak lód a w nastęonije słodki jak miód. Dziwne zachowanie. No ale nie ma co narzekać.
-Ma to, że będziesz nareszcie miała partnera ty pustaku.
-Ja nie potrzebuje partnera. -warknęłam.
-Shiro... dobrze wiesz że to nie prawda.
-Ale ja go nie chcę!
-Nie obchodzi mnie to. Jeżeli nie zgadzasz się na moje warunki to nke dostaniesz żadnej misji. Wybieraj. - postarlam nerwowo dłonie. Krzyknęłam sfrustrowana i pędem podeszłam do strzelnicy. Wzięłam broń która leżała najbliżej mnie i zaczęłam strzelać w kukle wyobrażają sobie na jej miejscu Justina. Po 5 minutach mi przeszło. Cała wściekłość uszla ze mnie jak powietrze z przebitego balonu.
-Wszyscy! Przyjdzcie na ring! Nasz gość przyjechał! - krzyknął Justin. Oho. No to teraz się zacznie rzeźnia. Bardzo wolno weszłam na ring. Przecisnelam się pomiędzy moimi przyjaciółmi aby zobaczyć nowego. Obok Justina stał chłopak o wzroście ponad 180 cm wzrostu, ciemnych zmierzwionych brązowych włosach, czarnych dużych oczach i z małą blizną po prawej stronie dolnej wargi. W uszach miał po kilka kolczyków. Ciało miał dobrze zbudowane i całe pokryte bliznami oraz kilkoma tatuażami, lecz nie było widoczne co przedstawiają. Ubrany był w białą bluzę na której miał czarną koszulę z krótkim rękawem, czarne spodnie rurki i białe Nike Air force. Na szyi miał czarno czerwone słuchawki, na plecach czarny duży plecak a w ręku ogromną walizkę i torbę.
-Przedstaw się. -powiedział Justin.
-Cześć wszystkim -powiedział lekko ochryplym lecz bardzo przyjemnym głosem. -Jestem Christian Miller.Mam 18 lat i przesłano mnie tutaj z Nowego Jorku jako wasz nowy członek. Milo was poznać. -dokończył bez żadnego wyrazu na twarzy. Był cholernie przystojny, był to niezaprzeczalny fakt. Ale w jego oczach było coś co wywoływało u mnie strach. Jego wzrok nie należał do tych przyjemnych. Był to wzrok kolesia którego widuje się w ciemnych uliczkach i czeka na osobę której mógłby wbić twarz w ziemię i okraść. Jeżeli ktoś zastanawia się nad tym jaki wyraz twarzy ma seryjny morderca to ten chłopak był odpowiedzią.Nasze oczy się spotkały. W tym momencie moje serce zaczęło bić trzy razy szybciej niż wcześniej. Nie jestem pewna czy jego wzrok mnie pociągał czy przerażał. Cóż. Zdecyduje się o tym później. W końcu jak to mówią : Kobieta zmienną jest. Chłopak podszedł do nas i zaczął się z każdym witać. Na jego twarzy zagościł chwilowy uśmiech. Dopóki nie podszedł do mnie. Kiedy do mnie podszedł jego uśmiech znikł tak szybko jak się pojawił, a jego wzrok był dość wymowny. A mówił on: CO TO MA BYĆ ZA CUDAK.
-Hej.-powiedziałam topiąc pierwsze lody.-Jestem Shiro. Od dzisiaj będziemy partnerami.
-Cześć.Jestem Chris. Wiem. Niestety ale wiem o tym że, będziemy partnerami.
-Niestety ?-zapytałam delikatnie zirytowana.
-Tak.Niestety. Trzeba ci to przeliterować? Myślę że nie.
-Co jest z tobą nie tak? Masz do mnie jakiś problem?
-Tak. Nie lubię pracować z babami.-powiedział buńczucznie unosząc brodę.
-Tak się składa że mnie też praca z tobą się nie uśmiecha.
-Ah tak? A to niby dlaczego ?
-Nie lubię pracować z rozwydrzonymi frajerami.-odpowiedziałam kładąc ręce na biodrach.
-Coś podejrzewam,że się nie dogadamy, co?
-Raczej nie sądzę.
-Posłuchaj mnie Króliczku. Ja będę odwalał całą brudną robotę a ty nie będziesz mi przeszkadzać.Ok?
-A to niby dlaczego?-krzyknęłam-Co? Uważasz że sobie nie poradzę? że jestem tak słaba, że nic nie umiem zrobić,by ci pomóc?
-Tak. Dokładnie.
-Lepiej już się przymknij. Chyba że chcesz abym nakarmiła cię twoimi własnymi zębami.
-Uuuuu. Groźnie. Umiesz coś oprócz gadania? Pewnie nie. Więc przymknij się łaskawie. Bo inaczej
-Bo inaczej co?!-przerwałam mu.
-Co jest,mamy wciąż pięć lat?
-Sześć. I posłuchaj mnie teraz bardzo uważnie. Wiem że to będzie dość duży problem ale postaraj się. NIE OBCHODZI MNIE SKĄD JESTEŚ ANI CO UMIESZ. JEŻELI NIE CHCESZ SKOŃCZYĆ W GIPSIE LEPIEJ STĄD SPADAJ. ŁAPIESZ.?!!-krzyknęłam ponownie.
-Oj zamknij się w końc-przerwałam mu uderzając co w podbródek. Upadł na ziemię.
-Co jest? To wszystko? Jeden cios i już leżysz? Smutne trochę. Myślałam że będzie z tobą więcej zabawy skoro tak się przechwalałeś.-w tym momencie podciął mi nogi i upadłam na ziemię.Chłopak szedł prosto na mnie. Kiedy podszedł wystarczająco blisko odbiłam się obiema rękami od parkietu i uderzyłam stopami w jego twarz. CHłopak otarł krew z wargi i uderzył mnie w nos. Polała się z niego krew. Chris posłał serię ciosów. Uderzył mnie w brzuch, ramię i piszczel. Podbiegłam do niego i uderzyłam go z rozpędu w brzuch. Chłopak skulił się w przypływie bólu.Przywaliłam mu jescze z pięści w oko i odeszłam od niego. Już miałam dać mu porządnego kopa w kolano ale ktoś stanął pomiędzy nami. Był to Justin.
-Czy wy żeście powariowali?! Zaraz sam skopię wam dupska jeżeli się nie uspokoicie.
-Ale to on zaczął-wtrąciłam.
-Gówno prawda! To ty pierwsza mnie uderzyłaś!
-Sprowokowałeś mnie do tego!
-Cisza! Zamknąć się oboje. Jesteście od dzisiaj partnerami czy to się wam podoba czy nie! I albo nauczycie się ze sobą współpracować albo oby dwoje zostanienice tutaj i będziecie czyść broń zamiast chodzić na misje! Zrozumiano?!
-Jezu.. ale ja nie..
-PYTAŁEM CZY ZROZUMIELIŚCIE!!!!
-Tak.-odpowiedziałam smętnie.
-Tak.-Chris również odpowiedział, lecz bardzo cicho.
-A teraz oby dwoje idźcie się opatrzyć. Dość mocno się pokiereszowaliście. I żeby nie było. Macie to zrobić SOBIE NA WZAJEM. I liczę że się przeprosicie i jakoś dogadacie, ok?
-Dobrze.-odpowiedziałam podczas gdy Chris szedł po swoje rzeczy.
-Shiro. Zaprowadź go do jego pokoju. Wiesz który to. A tak poza tym to to była calkiem dobra walka. Jeżeli oby dwoje będziecie tak walczyć przeciwko sowim wrogom do macie w kieszeni każdą wygraną.-powiedział z uśmiechem odchodząc.Szybko podbiegłam do Chrisa i wskazałam ruchem ręki w która stronę mamy pójść aby dotrzeć do lekarskiego. Chris bez żadnego sprzeciwu poszedł za mną. Trochę mnie to zdziwiło. Kiedy doszliśmy posadziłam chłopaka na łóżku. Wzięłam kilka potrzebnych rzeczy i sama usiadłam na przeciwko niego.Jako pierwsza wzięłam wacik nasączony wodą utlenioną aby przemyć ranę na jego wardze.
-Słuchaj...-zaczęłm zbliżając wacik do jego wargi.-przepraszam za to.-kontynuowałam nie przerywając czynności. O dziwu pozwolił mi na dotknięcie siebie.
-Ja też przepraszam. Powiedziałem trochę za dużo i za dużo zrobiłem.-powiedział skruszony patrząc na mój krwawiący nos.
-W porządku... ja z resztą tez trochę za moco cię uderzałam. To było głupie. W sumie to nie mamy powodów żeby się kłócić. W końcu znamy się jakieś 15 minut. NIe mamy za co się nie lubić. W końcu partner to nie koniec świata.
-Chyba masz rację. Wiesz; jesteś dość silna. Jak na dziewczynę.
-Dzięki.-powiedziałam z uśmiechem. Nakładając masć na ranę. -Hej. Boli cię jeszcze gdzieś? -Oko i-Brzuch. Podejrzewam że są tam teraz siniak ale to nic. Potem położe tam lód i po sprawię. A ciebię? Boli cię coś?
-Trochę nos.,brzuch i ramię. Ale tak jak mówiłeś to tylko siniaki.
-Lepiej je pokaż. Uderzałam dość mocno więc może coś być.-objął mnie delikatnie w pasie i spojrzał na mój brzuch .-Kurde... zrobił ci się ogromny siniak na brzuchu. Jeszcze raz przepraszam.
-Nic się nie stało.To co rozejm ?-zapytałam,wyciągając rękę na znak pokoju.
-Rozejm.-uścisnął moją dłoń. Nie mocno ale tak abym poczuła.-A tak w ogóle to ile masz lat?
-16. Ale za kilka miesięcy mam urodziny.
-Czyli dwa lata różnicy,co ?
-Mniej.
-Ok, ok. Niech będzie, króliczku.
-Dlaczego co chwile do mnie mówisz króliczku ? To irytujące.
-Przez kolor twoich włosów i oczu wyglądasz jak królik. Mnie się wydaje że to urocze przezwisko, króliczku.-powiedział delikatnie się uśmiechając.
-A tak poza tym to dlaczego chiałeś znać mój wiek?
-Chciałem wiedzieć czy legalnie będziemy mogli uprawiać seks.-odpowiedział uśmiechając się szeroko pokazując mi swoje śnieżno białe proste zęby. Czółam jak moje policzki oblewają się rumieńcem. Żuciłąm w niego poduszką.
-Zgłupiałeś?!
-Hahahahahhahahaha. Żartuję. Żartuję. Po prostu byłem ciekawy.Nie jesteś w moim stylu, więc raczej nie przespał bym się z tobą. Poza tym nie jestem taki. Ale to było zabawne. Musiała byś zobaczyć swoją minę. Twoja twarz przypomina cegłę.
-Oj zamknij się zboczeńcu!
-Co za świętoszek.-podszedł do mnie, złapał za oby dwie ręce i wywrócił na łóżko nadal trzymając mnie za ręce.
-Hej. Puszczaj mnie.-powiedziałam czując jego oddech na mojej skórze.
-Co ty taka nie śmiała?-powiedział puszczając mnie powoli.-Tylko minie mów że jeszcze nigdy nie upra..
-Nie. Nie śpieszy mi się z tym. A poza tym to nie twoja sprawa. -rzuciłam wstając.-Chodżmy już. Zaprowadzę cię do twojego pokoju.- powiedziałm pośpiesznie wychodząc z gabinetu. Czułam że moją twarz ponownie stała się czerwona. PO kilku sekundach z pokoju wyszedł Chris. Który wyraźnie coś ode mnie chciał,bo przez cały czas wpatrywał się we mnie wyczekująco.
-O co chodzi?-zapytałam wreszcie.
-Powiedz... jak to sie stało że jeszcze nie robiłaś"tego"?-zapytal wyraźnie rozbawiony.
-Nawet się nie całowałam a co dopiero robić"to". Z resztą nie ważne. Nie twój biznes.
-Nawet się nie całowałaś ?
-Proszę bardzo śmiej się.
-Nie uważam że to śmieszne.
-Zatem skończmy temat.
-Oki doki.-odpowiedział posłusznie.
-Oto twój pokój. Jeśli będziesz czegoś potrzebował to nie krępuj się o to zapytać kogokolwiek z grupy. Wszystko jest do twojej dyspozycji. Oprócz mojego pokoju. NIe masz prawa wchodzić tam bez pozwolenia. Co do reszty musisz się ich spytać. A teraz wybacz ale muszę już iść. Mam jeszcze przed sobą 3 godziny treningu który został mi przerwany przez ciebię. Narka.-dorzuciłam obracając się na pięcie.
-Papa, króliczku.! -odpowiedział uradowany. Zupełnie inna osoba. W pierwszej minucie zimny jak lód a w nastęonije słodki jak miód. Dziwne zachowanie. No ale nie ma co narzekać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz