niedziela, 25 stycznia 2015

"Witamy w Ciel" cz.8

-Spokojnie jak na razie mam bardzo dużo pieniędzy na swoim koncie i jeszcze mam dostęp do kont rodziców więc nie ma problemu jak na razie.
-W takim razie w porządku. Mo Ne jedz bo stygnie.
-Yhym już jem...
******
Po tej całej gadaninie o spadku i pieniądzach Alice poczuła bardzo niezręczną ciszę.Chciała ją jakoś przerwać ale jej plan spalił na panewce bo za cholerę nie wiedziała co ma powiedzieć, więc po prostu siedziała cicho.Z resztą nie tylko ona nie wiedziała co ma powiedzieć.Mo Ne również siedziała bardzo cicho. Co było trochę dziwne bo przeważnie to ona najwięcej mówiła.Kiedy Alice skończyła jeść wstała ,podziękowała za posiłek i wyszła. Rzuciła jeszcze luźne "Do widzenia" ukłoniła się i wyszła. Mo Ne próbowała ją zatrzymać lecz bez skutecznie.Alice nie miała już siły na nic. Najchętniej poszłaby do domu i poszła spać,ale kto normalny śpi o godzinie 14 ? Dziewczyna w drodze do domu zastanawiała się co tu porobić tak aby się nie zanudzić na śmierć ale jednocześnie żeby ją to aż tak bardzo nie zmęczyło. "No tak,przecież mam jeszcze kilkanaście kartonów do rozpakowania."Kiedy weszła do domu nie było już czuć farby a w domu panował przyjemny chłód. Farba nie była do końca wyschnięta ale było już widać jak ładnie wysycha, jednak jej mieszkanie wciąż nie wyglądało za dobrze. Ale wszystko po kolei. Mimo tego i tak wyglądało coraz to lepiej.Alice zdecydowała że jednak poprosi kogoś o pomoc albo zamówi firmę która pomaluje jej dom.Niestety ale skoro ta mała powierzchnia zajeła jej tak dużo czasu i pracy, pomalowanie wszystkich pomieszczeń było dal niej niewykonalne. Dziewczyna posprzątała resztkę foli oraz farby aby chociaż trochę było czyściej i wzięła się za rozpakowywanie sowich rzeczy.W pierwszym kartonie były tylko i wyłącznie naczynia i tym podobne pierdoły do kuchni.Karton był trochę ciężki ale Alice i tak go przeniosła do kuchni żeby wiedziała gdzie potem ma co dać bo biorąc pod uwagę to że nie ma tam praktycznie mebli wyciąganie ich było by bez sensu. Dziewczyna po raz kolejny dzisiaj użyła swojego telefony i głośników do puszczenia muzyki. Nie lubiła kiedy w domu było cicho bo wtedy przypominało jej się że jest teraz zupełnie sama. Nie lubiła tego uczucia. Tej bezradności i smutku które się w niej kłębiły. Podeszła do kolejnego pudła i zaczęła sprawdzać co w nim jest.Były w nim płyty,plakaty,photobook'i,pluszaki, różnych kpop'owych zespołów i oczywiście BTS. Alice zastanawiała się czy faktycznie może to wszystko wyjąc. W końcu podjęła decyzję że tak w końcu to był JEJ dom więc co komu do tego czego słucha? Poza tym w Korei to chyba normalne że się słucha Kpop'u. Nie było sensu na razie tego wypakowywać, z resztą jak wszystkiego. Alice nie miała ani umalowanego ani umeblowanego domu więc w jakim celu w ogóle rozpakowywała te wszystkie kartony? Totalna głupota. Czyli jednak została skazana na nudę. Nie miała jeszcze żadnych znajomych oprócz kilku osób z hotelu, więc co niby  miała robić? Jej zmęczenie minęło i była pełna energii ale nie miała jak jej dać upustu. Po kilku sekundach rozmyślania wpadła na genialny pomysł że sobie pobiega. Przebrała się szybko w ubrania do tego przeznaczone,poprawiła swoją wysoką kitkę, i ruszyła z domu.

niedziela, 4 stycznia 2015

"Witamy w Ciel"cz.7

-Chyba znalazłam twoje rzeczy...-powiedziała pokazując okno.
-CO?.-Alice zobaczyła jak paru facetów wnosi JEJ rzeczy do domu obok.Tak, do domu obok.Tak, to właśnie tam wchodził zespół.Tak, to Alice mówiła jakieś parę godzin wcześniej że nie chce żeby się dowiedzieli że jest fanką.Tak,to właśnie w tych pudełkach jest dowód na to że jest A.R.M.Y czyli płyty,zdjęcia,plakaty,ubrania,różne gadżety.Tak,to właśnie Alice miała przechlapane.
****
"Co ja mam teraz zrobić?!!"myślała przez chwilę nie odrywając wzroku od domu chłopców.
-Mo Ne? Co ja teraz zrobię?
-Czekaj zaraz coś wymyślę.
-Nie możemy pozwolić żeby otworzyli kartony.Po protu tam pójdę ,przeproszę za pomyłkę i zabiorę kartony.Nic lepszego mi do głowy nie przychodzi...
-Tak.Chyba tak będzie najrozsądniej.Pójdę z tobą i ci pomogę.Wiesz bądź co bądź to mój hotel.-powiedział bardzo pewnie Mo Ne.Ostrożnie otworzyły drzwi i całe umazane farbą wyszły na zewnątrz.Na dworze nikogo już nie było."Pewnie już wszystko wnieśli do środka."pomyślała dziewczyna i lekko zdenerwowana podeszłą do dzwonka przy drzwiach.Kiedy już miała zadzwonić lekko cofnęła rękę.Nie była do końca pewna tego czy dobrze robi ale inaczej nie odzyska swoich rzeczy.Zadzwoniła.Przez chwilę była cisza,potem już tylko hałasy dobiegające z domu.Drzwi otworzył jej J-Hope który z uśmiechem ją przywitał.
-O! Dziewczyna od farby!<3 Z tego co widzę to teraz ty jesteś w farbie. Co tutaj robisz?
-Cześć. Mieszkam obok.Mam pytanie.Czy nie dostaliście może paczek?
-Tak..dostaliśmy.O! Czyżby były twoje?
-Tak...czy możecie mi je zwrócić ?
-Pewnie.
-A właśnie...nie sprawdzaliście zawartości prawda?
-Nie...a co? Czyżbyś coś ukrywała?
-Ja? Oczywiście że nie.Ale wiesz to jednak moje osobiste rzeczy więc...
-.....
-To oddasz mi je?
-A tak!Wejdź.Zaraz pomożemy ci z tymi rzeczami.
-Nie trzeba! Na prawdę...poradzę sobie.Wiesz jestem całkiem silna.I nie będę wchodzić.Będzie lepiej jeżeli mi je po protu tutaj przyniesiesz.-powiedziała Alice z zakłopotaniem lecz mimo to wymusiła na swojej twarzy uśmiech żeby sytuacja nie wyglądała dziwnie.(i tak wyszło dziwnie XD)
-No ok.To zaczekaj chwilkę a ja przyniosę rzeczy.
-Dziękuję.-zajęło mu to kilka sekund.Podał dziewczynie jedną paczkę.
-Mo Ne! Proszę pomóż mi proszę.Weź ten karton a ja wezmę następny.
-Ok.Już go od ciebie biorę.
-Jesteście pewne że nie potrzebujecie pomocy? Jest tego dosyć sporo...
-Nie.Nie potrzeby..-Alice urwała patrząc na Mo Ne która ewidentnie się męczyła.-Wiesz co? Możesz pomóc Mo Ne? Chyba jest jej ciężko.
-Pewnie.
-Dziękuję i przepraszam za kłopot.
-Spoko.Wejdź do środka po następny karton a ja pójdę do tej Noony.
-Ok..dziękuję.-Alice weszła do środka ale tylko przez drzwi żeby sięgnąć po kartony. Nie zostało ich dużo może z 5?Popatrzyła się dookoła.Zobaczyła jak obok katonów leży pokrowiec z gitarą zawinięta w folię bąbelkową. To na 100000000% była jej gitara.Obok niej leżał jeszcze piecyk. Postanowiła że to zaniesie jako pierwsze.Były to dla niej bardzo drogocenne rzeczy.Piecyk nie należał do najlżejszych więc wzięła tylko to po czym pobiegła szybko do domu.Zrobiła jeszcze kilka rundek razem z Mo Ne zanim przeniosły wszystko minęło jakieś 4 minuty. Oczywiście gdyby J-Hope nie pomógł Mo Ne to zajęło by to im jakieś 20.
-Dziękuję ci bardzo za pomoc,i jeszcze raz przepraszam za kłopoty jakie sprawiłam.-powiedziała Alice kłaniając się na znak skruchy.
-Nic się nie stało.Serio.Miło że mogłem pomóc.-powiedział chłopak znowu się uśmiechając.
-W końcu nadzieja zespołu,nie?-powiedział cicho Alice.
-Co powiedziałaś?-powiedział Hobi wyraźnie zdziwiony.O takich rzeczach wiedzieli jedynie fani.
-Nie nic.Tak sobie tylko pod nosem gadam jaką to pogodę mamy ładną...Ha..ha..-"Jaki ze mnie ułom! Pogoda? Serio? Nie mogłam wymyślić czegoś lepszego?No to teraz na pewno się czegoś domyśli.."pomyślała dziewczyna śmiejąc się jak jakiś czubek.
-Masz rację! Mamy na prawdę miłą pogodę.-odparł chłopka niczego nie podejrzewając.Mimo tego że Hobi nie był jej ulubieńcem to mimo to Alice bardzo się stresowała ta rozmową i chciała jak najszybciej ją skończyć.
-A właśnie.Nie przedstawiłem się!Jestem J-Hope!Raper i tancerz w Bangtan Boys.-"Jakbym nie wiedziała..."pomyślała dziewczyna i w myślach przewróciła oczyma.
-Cześć jestem Park Alice.Miło mi.
-Masz Koreańskie nazwisko ale imię chyba Amerykańskie.Mylę się?
-Nie.Nie mylisz.Mój tata był Koreańczykiem a mama Amerykanką.
-Rozumiem.
-W każdym razie miło było poznać.Do widzenia.
-Hej a może wpadniesz do nas na obiad albo coś?
-Nie dziękuję.Mam wiele rzeczy do zrobienia.Do widzenia.-Alice jak najszybciej zakończyła rozmowę aby nie stać przy chłopaku.W końcu jakby nie patrzeć to najbliższy kontakt jaki miała z BTS to monitor.Mimo wszystko to jednak byli jej idole więc swobodna rozmowa z nimi była nie lada wyzwaniem.(Fangirling,feels'y i te sprawy XDD)
 Dziewczyny znowu wróciły do malowania.Zajęło im to kolejne kilka godzin ale nareszcie skończyły malować przedpokój.Oby dwie uważały to za totalny sukces.Teraz była godzina kilka minut po 14 więc to była idealna pora na zjedzenie czegoś bo i Alice i Mo Ne umierały ze zmęczenia,pragnienia i głodu jednocześnie.
-Alice może wpadniesz do nas na obiad? Poproszę Jae Wan'a żeby zrobił dla nas coś do jedzenia.Może nie wygląda ale gotuje wspaniale.
-Chętnie.
-No to idź się przebrać w coś czystego a ja już do niego dzwonie.-dziewczyna tylko kiwnęła głowa i poszła się przebrać.Więcej farby było na szczęście na jej ubraniach aniżeli skórze więc nie musiała się myć a wystarczyło że umyje ręce i poszczególne partie ciała na których widniały ślady po farbie .Zdjęła z siebie brudne ubrania i od razu włożyła je do pralki aby nie zostały ślady po farbie.
W samej bieliźnie poszła do pokoju w którym były pudła z ubraniami. Kiedy szła w stronę pokoju zobaczyła że Mo Ne wyraźnie się na nią gapi.
-Coś nie tak?-zapytała zdziwiona Alice.
-B75?B80? Nie.C75?-mówiła po cichu Mo Ne patrząc się na biust dziewczyny.
-Eh?-dziewczyna od razu się zakryła i lekko zarumieniła.-Co ty odwalasz?
-Zastanawiałam się na twoimi cyckami..
-Aha.Nie no spoko. A w łeb to ty nie chcesz ?
-Cicho siedź.Ale serio jaki rozmiar stanika nosisz?Bo mam rażenie że chyba większy niż mój.
-C-C75.....
-Tak jak myślałam.Większe od moich.
-Możemy nie gadać o mich cyckach plz...
-Ok...już się zamykam...w co się ubierasz?
-Powiem ci szczerze że.... nie mam pojęcia.
-Sprawdźmy co ty tutaj masz...
-Może kiedy indziej co?Teraz po protu założę pierwsze lepsze ubrania ok?
-No ok.Ale będziemy musiały się wybrać na zakupy i to koniecznie bo z tego co tutaj widzę to jesteś zabójcą modowym...
-Hahaha ok.Może jutro?
-Okay.-Alice ubrała na siebie jasno niebieskie jeansy z dziurami na kolanach,białą koszulkę z czarnymi krótkimi rękawami i czarne Vansy za kostkę.Może nie wyglądała olśniewająco ale ogółem źle nie było.
 Kiedy doszły do domu Mo Ne od razu rzuciła się na szyję Jae Wan'owi i delikatnie go pocałowała a on równie delikatnie odwzajemnił go.To było bardzo uroczę.
-D-Dzień dobry.-powiedziała Alice przerywając uroczą lecz dla niej trochę niezręczną sytuację.
-Cześć.Alice prawda? Czyżbyś to ty była osoba która z nami dzisiaj je?
-T-Tak proszę pana.
-Spokojnie.Nie musisz być aż tak bardzo oficjalna.
-Yyyy ok.
-Właśnie skończyłem przygotowywać obiad siadajcie do stołu.-powiedział Jae Wan przerywając niezręczną ciszę.Wszyscy poszli do kuchni z której zapach niósł się przez cały dom.Wszyscy usiedli przy stole na którym było przygotowane jedzenie. Mimo tego że nie była to jakaś wykwintna kuchnia to jedzenie było bardzo smaczne.  Alice już od dawna nie jadła posiłku z innymi ludźmi.  Nawet kiedy jej rodzice żyli jadała sama bo zawsze byli zbyt zajęci pracą. Więc jedzenie w miłej atmosferze bardzo ją uszczęśliwiało. Mo Ne przez cały czas żartowała albo opowiadała jakieś ciekawe historie które jej się przydarzyły kiedy zaczynała w hotelu po śmierci jej ojca i z jakimi problemami musieli się zmierzyć ona i jej ukochany.  Alice bardzo ceniła tę dwójkę. Obydwoje byli bardzo pracowici oraz bardzo dobrze dogadywali się z pracownikami.
-Powiedz Alice jak wyglądają u ciebie sprawy finansowe ?
-U mnie?
-Tak. Powiedz czy wiesz może coś o spadku który zostawili dla ciebie rodzice albo coś podobnego ?
-Jae Wan!-przerwała mu Mo Ne.
-W porządku.  Nie martw się.  Nie przeszkadza mi mówienie o mich rodzicach. .. poza tym wiem że chcecie dla mnie jak najlepiej.
-Alice..
-Nie, nie wiem nic o spadku.. czy mógłbyś to dla mnie sprawdzić ?
-Oczywiście.
-Spokojnie jak na razie mam bardzo dużo pieniędzy na swoim koncie i jeszcze mam dostęp do kont rodziców więc nie ma problemu jak na razie.
-W takim razie w porządku. Mo Ne jedz bo stygnie.
-Yhym już jem...