niedziela, 20 września 2015

"Draco, Hogwart, nienawiść czy miłość ?" cz.5

 Kolejna lekcja mijała tak samo nudno i powoli jak poprzednia. Może to przez fakt że Alice przerobiła już większość tych tematów w starej szkole i nie miała ochoty słuchać o tym kolejny raz.
Przez wszystkie lekcje siedziała sama albo z kimś kogo nie znała. Ona była znudzona ale kiedy patrzyła na Hermionę która była bardzo podekscytowania dawką nowej wiedzy robiło jej się milej na sercu. Przez resztę czasu spędzonego w klasie bazgrała coś po blacie biurka, ale coś było nie tak. Wyraźnie czuła jak ktoś się na nią patrzy. Aż jej nie dawno krwawiący nos zaczął boleć,ale kiedy rozejrzała się po klasie nikt się na nią nie patrzył."Wydaje mi się" pomyślała i wróciła do czynności które wcześniej wykonywała. Na przerwie wpadła na Nevilla któremu książki posypały się z rąk.
-Oj. Przepraszam. -powiedziała i od razu zabrała się do podnoszenia książek.-Wszystko w porządku ?-Tak. Nic mi nie jest. Dzięki...-powiedział.
-Niesiesz je gdzieś ?
-Tak.. muszę je zwrócić do biblioteki.
-Pomogę ci.-powiedziała ochoczo zabierając kilka książek od Nevilla.
-Nie... Nie trzeba. Na prawdę. Dam sobie radę.-odpowiedział a jego policzki stały się koloru niedojrzałej maliny.
-To nic. Bardzo chętnie ci pomogę. Poza tym to bardzo duża ilość książek. I nie byłam jeszcze w bibliotece.
-Ale za chwilę jest lekcja... spóźnisz się.
-To nic. Chodźmy.-powiedziała i ruszyła przed siebie, po czym zawróciła i powiedziała do chłopaka.-Może lepiej ty prowadź.-uśmiechnął się nieśmiało i wskazał głową przeciwny kierunek. Przez resztę drogi do biblioteki gadali o jakiś pierdołach. Na przykład o tym kto uczył kiedyś czarnej magii i tym podobne rzeczy.  Alice porozglądała się jeszcze chwilę w bibliotece  i każde z nich poszło w swoją stronę. Neville nie szedł do klasy bo miał coś do zrobienia więc Alice była zdana na siebie. Oczywiście, zgubiła się. Po pół godzinie chodzenia po zamku miała już dość i usiadła na kamiennym parapecie jednego z okien. Miała wrażenie że szkoła (a zwłaszcza skrzydło w którym się znajdywała ) było puste. Alice miała przez chwilę wrażenie jakby w całej szkole pozostała tylko ona. Nie opłacało jej się iść na lekcję bo po pierwsze o tak by nie zdążyła a po drugie nawet by tam nie doszła. Alice wymacała (ale to głupio brzmi) w kieszeni mp3 i zaczęła słuchać sobie muzyki. Zeszła z parapetu i chodziła bezwiednie po korytarzu.  Muzyka była silniejsza i pomimo tego,że nie chciała zaczęła mimowolnie podśpiewywać piosenkę która aktualnie leciała.
-Words you say that we can't see...-zaczęła śpiewać tak cichutko,że ledwo sama słyszała.-They hit and they are killing me.. You don't konow how I feel inside, You don't know just how much I tried.-jej głos stawał się coraz głośniejszy i mocniejszy, ale po chwili stawał się coraz cichszy i zaczął się załamywać. Był przepełniony emocjami. Alice  napisała tę piosenkę kiedy była na trzecim roku w Rinmaru. Miała wtedy ciężki okres. Po policzkach zaczęły spływać jej łzy i szata powoli zaczynała być mokra. "Ogarnij się!" pomyślała. "Teraz wszystko jest w porządku...". Wytarła rękawem szaty buzię i poszła przed siebie, nie bardzo wiedząc dokąd zmierza. Po kolejnych piętnastu minutach błąkania się po korytarza znalazła wyjście na błonie. Była niesamowicie szczęśliwa,że jest wreszcie miejsce które poznaje. Korzystając z okazji,że się tam znalazła położyła się na molo, włożyła nogi do zimnej wody w jeziorze i rozkosozwała się tą chwilą. Przyjemny wietrzyk rozwiewał jej włosy a woda która otulała jej stopy ochładzała ją przez co nie czuła tego gorąca jakie panowało na dworze. Był wrzesień a mimo to pogoda była przepiękna. Alice na chwilę zamknęła oczy i odleciała.
 Po kilkunastu minutach drzemki rozbudził ją dźwięk dzwona który obwieszczał koniec kolejnej lekcji. Kiedy Alice spojrzała na zegar zdała sobie sprawę że właśnie przespała resztę lekcji.
-O nie... profesor McGonagal mnie zabije...miałam być po lekcjach u niej w gabinecie.....-powiedziała cicho do siebie i wyciągnęła nogi z wodu, które teraz były pomarszczone i brzydkie. Alice nawet się nie osuszając założyła na siebie buty a skarpetki schowała do kieszeni w szacie. Wzięła ze sobą torbę, przerzuciła ją przez ramię i pobiegła w kierunku szkoły co jakiś czas wpadając na innych uczniów. Przez przypadek znowu wpadła na Nevilla, ale tym razem nic nie niósł.
-Sorki!-krzyknęła tylko nie przestając biec. Do gabinety pani profesor dotarła po dość długim czasie, cała zdyszana i mokra, od wody w jeziorze i potu. Można wręcz powiedzieć,że tam wpadła.
-Przepraszam... za ... spóźnienie..-wydyszała.
 Na krześle po jednej stronie biurka siedziała profesor McGonagal a jej mina była tak samo napięta jak zawsze. Wskazała na krzesła po drugiej stronie biurka. Na jednym z nich siedział już Malfoy wielce rozbawiony tym,że na miejsce przybył jako pierwszy. Alice bez słowa usiadła obok ślizgona nie zwracając na niego chodźby najmniejszej uwagi.
-Cieszę się,że jesteście. A więc pora na to abyście poznali waszą karę.-powiedziała spokojnie nie zmieniając wyrazu twarzy.- Razem z profesorem Snapem, stwierdziliśmy,że odpowiednią kara za wasz głupi wybryk będzie...-chwila ciszy która sprawiła że atmosfera była napięta.-Sprzątanie klasy  13 w lochach. I macie to zrobić bez pomocy czarów. Tylko wasze ręce. Zrozumiano?
-Ale.. pani profesor..-odezwał się Malfoy.-Tej sali nie sprzątano od wieków... jak my niby mamy to posprzątać ? Przecież to zajmie nam miesiąc.-powiedział a w jego głosie dało się wyczuć złość i nutkę żalu.
- Jeżeli zrobicie to RAZEM pójdzie wam o wiele szybciej. Mam nadzieję że zastanę te klasy w stanie takim jak sprzed kilkuset lat.-powiedziała lekko rozbawiona poprawiając swoje okulary.-Któyś z nauczycieli będzie przychodził do was co jakiś czas i sprawdzał wasze postępy w pracy,oraz to czy nie złamaliście zasady i nie użyliście magii. Zbiórka jest za dwie godziny przed moim gabinetem. Rozumiemy się ?
-Tak..-odpowiedzieli wspólnie. Kiedy Alice już wstawała zatrzymał ja głos nauczycielki.
-I jeszcze jedno. Od dzisiaj będziecie mieli razem pokój w dormitorium prefektów. Oraz będziecie młodszymi prefektami.
-CO?! -Malfoy aż poderwał się z krzesła kiedy to usłyszał.Na jego twarzy nie było widać żadnych innych emocji oprócz wśiekłości i zdziwienia. Ale złość przeważała bo aż zmarszył brwi z niezadowolenia.
-Pani profesor,-odezwała się Alice która jeszcze w miarę myślała racjonalnie.-Ale tak nie można.... Wie pani, chłopak i dziewczyna w jednym pokoju ? Przecież to.. A co jak coś się stanie ?
-Nie sądzę abyście mieli od razu zrobić sobie dzieci dzieląc ze sobą pokój. -odpowiedziała chichocząc -Macie się dogadać. Tak długo jak nie będziecie ze sobą współpracować nie odpuszczę wam. I na nic zdadzą się wam zaklęcia.
-Ale ja nie chcę z nim pokoju!
-A ja nie chcę z nią !
-Mam być szczera? W nosie to mam. Dostałam takie instrukcję i będę ich przestrzegać. A wy nie macie nic do gadania. Widzimy się za dwie godziny pod kabinetem, i macie mieć ze sobą wasze spakowane wasze rzeczy. Resztę powiem wam później. A teraz sio mi stąd.-powiedział i za pomącą czarów wyrzuciła ich z sali, zamykając za nimi drzwi.
-Jezu... gorzej być nie mogło..-powiedział Malfoy.-Niech tylko mój ojciec się o tym dowie...-krzyknął w stronę drzwi.-A ty się nawet nie waż do mnie zbliżać !
-A kto by chciał być blisko ciebie ?! Jesteś głupi, czy co?!
-Dobra! Zamknij się,już.
-Sam się zamknij. AH...idę stąd! I nawet nie licz na to że ci pomogę w tym sprzątaniu !-krzyknęła odchodząc i tupiąc tak mocno że miała wrażenie że za chwilę podłoga się załamię.
 Kiedy dotarła do pokoju wspólnego Gryffindor'u od razu spostrzegła swoich kolegów którzy odrabiali swoje zadania domowe.
-Cześć..-wysyczała siadając przy stole.
-Hej! Gdzieś ty była?! Nie było cię na lekcji! To twój pierwszy dzień nauki a ty.... ty...-Hermiona przestała krzyczeć i umilkła.-Coś się stało? Dlaczego jesteś zła?-zapytała już spokojnie. Wiedziała że zła kobieta to nie dobra rzecz więc postanowiła do sprawy podejść spokojnie.
-Nie przyszłam na lekcję bo się zgubiłam.
-Ale przecież szłaś za nami...-powiedział zdziwiony Harry. Alice zaczęła opowiadać o tym dlaczego nie przyszła na lekcję, o jej spotkaniu u McGonagal i o jej każe.
-Totalnie oburzające!-krzyknęła Hermiona, aż większość Gryfonów spojrzała na nią ciekawi jej uniesienia.-Jak ona mogła...-powiedział już ciszej i spokojniej.
-No własnie... Przecież Harry i Malfoy nie znoszą się od pierwszej klasy a jakoś do tej pory nie ukarała ich w ten sposób.-powiedział Ron.
-To prawda.-potwierdził Harry.
-Ale podejrzewam,że nie pobiłeś się z nim w pierwszy dzień nauki....-odpowiedział załamana Alice.
-Może z nią pogadamy i przekonamy ją do tego żeby dała ci spokój ?Wtedy na..-zapytał Harry z nadzieją.
-Nie sądzę aby to poskutkowało-przerwała mu Hermiona- Przecież wiesz jaka ona jest. Kiedy coś postanowi to już koniec.-nastała cisza. Nagle Ron podszedł do Alice i położył jej rękę na ramieniu, wziął głęboki wdech i powiedział.-Miło było cię poznać,przykro mi,że tak się kończy nasza znajomość.-Wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- A teraz mam pytanie... -powiedziała przez łzy Alice.- Kto da mi spisać zadanie domowe ?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz